I need you here with me now

I need you here with me now
Blog o Niallu Horanie :*

05 kwietnia 2014

Rozdział 103

-Miło was poznać-odparłam zmieszana bo nie za bardzo wiedziałam jak mam się zachować.
-Domyślam się-zaczął chłopak z artystycznym nieładem na głowie- że pewnie trochę będziesz się bała zamieszkać z nami z powrotem, bo nas nie znasz, ale proszę nie martw się. Jesteśmy przyjaciółmi i nie masz się o co martwić.
-Dokładnie, pomożemy ci sobie wszystko przypomnieć-dodał lokaty
-To miłe z waszej strony, ale nie wiem czy to dobry pomysł
-Lekarz powiedział, ze jak wrócisz do dawnego życia to najprędzej sobie wszystko przypomnisz-rzekł mulat
-Proszę, chociaż spróbuj-uzupełnił ich wspólną wypowiedź chłopak o włosach koloru ciemnego blondu. Tylko ten blondynek siedział cicho
Popatrzyłam po kolei po ich twarzach. Naprawdę im na tym zależało
-No dobra- w sumie to nie mam przecież nic do stracenia.
Tata odwiózł nas do domu, a raczej dużego domu i zostawił samych. Harry zaprowadził mnie do mojego pokoju i zostawił samą.
Pokój był piękny. W lewym rogu przy oknie stał fortepian. Na przeciw niego kanapa i mały szklany stoliczek. Cała ściana po lewo od drzwi była od góry do dołu wylepiona zdjęciami. Po prawo znajdowała się biała futryna bez drzwi. Jak się okazało tam stało moje duże dwuosobowe łóżko i ogromna szafa. Ściany obu pomieszczeń były w dwóch odcieniach szarości. Dodatki były czerwone, czarne i białe.
Otworzyłam szafę i zamarłam. Było tam strasznie dużo kolorowych ciuchów. Szybko zamknęłam duże drzwi i wróciłam do pierwszego pomieszczenia. Przykucnęłam na środku i przejechałam dłonią po puchowym dywanie. Podniosłam się i podeszłam do okna. Widziałam z niego kawałek tarasu, śliczny ogród i basen. Dostrzegłam też bujaną huśtawkę i od razu wyszłam z pokoju i skierowałam się do niej. Stała tak, że z tarasu była ledwo dostrzegalna. Usiadłam na niej i przymknęłam lekko oczy rozkoszując się tym świeżym powietrzem
-Wiedziałem, ze Cię tutaj znajdę-do moich uszu dobiegł śliczny głos i od razu otworzyłam oczy. Przede mną stał blondyn. Trzymał ręce w kieszeni i spoglądał na mnie uśmiechając się lekko
-Mogę się przyłączyć?-zapytał wskazując na wolne miejsce obok mnie
-A jasne, siadaj-odparłam.
-Mogę zadać ci pytanie?-zapytałam spoglądając na niego
-Pewnie pytaj o co chcesz
-Czy ty...czy ty mnie nie lubisz? Bo wiesz tak dziwnie się zachowywałeś w szpitalu
-O nie Cassie to zupełnie nie tak. Tu chodzi o to, że...my byliśmy razem. A teraz ty mnie nie pamiętasz i ja nie wiem jak powinienem się zachować. Tak strasznie chcę cię przytulić tak jak zawsze, no ale nie mogę.
-Skoro byliśmy razem to czemu gdy się obudziłam był przy mnie Harry. I mówił do mnie „Kochanie”
-Byłem wtedy na kolejnych badaniach czy wszystko jest w porządku i nie mogłem być blisko, przepraszam
-Jakich badaniach? Jesteś na cos chory?
-Nie powinienem ci tego mówić-rzekł strasznie cicho bawiąc się palcami
-Ale ja chcę wiedzieć
-No dobrze-wziął głęboki oddech i patrząc mi w oczy kontynuował-to ja miałem być dawcą dla ciebie. Miałaś teraz mieć moje serce, ale w ostatniej chwili, gdy już leżałem na stole operacyjnym znalazł się inny dawca
-Oddał byś dla mnie życie?-zapytałam z niedowierzaniem
-Pewnie, ze tak Cassie-ujął moją dłoń w swoją i dodał-Kocham Cię i zrobiłbym dla Ciebie wszystko.
Zaczęłam czuć się niezręcznie więc zabrałam swoją rękę
-Przepraszam-szepnął i spuścił wzrok- to dla mnie trochę trudne
-Tak wiem, dla mnie też to wszystko jest dziwne-uśmiechnęliśmy się do siebie i siedzieliśmy tak w ciszy
-Jaka byłam?-zapytałam w pewnym momencie
-Byłaś cudowna Cassie. Miła, Kochana, urocza, nieśmiała, zawsze pomagałaś wszystkim dookoła. Kochałaś życie. I zawsze jak mówiłem Ci komplementy to się okropnie rumieniłaś. Wyglądasz słodko z rumieńcami, ale zawsze twierdziłaś, ze jest inaczej-jak opowiadał o mnie z jego ust nie schodził uśmiech a w jego oczach dostrzegłam błysk
-A jak się poznaliśmy?
-Twój tata jest naszym managerem i byliśmy kiedyś u niego w domu na spotkani. Wtedy akurat też tam byłaś i siedziałaś z nami trochę. Potem spotykaliśmy się wszyscy na lody czy do kina, bo bardzo się  polubiliśmy.
-Rozumiem.
-Jesteśmy dla siebie jak rodzina, więc nie martw się pomożemy ci odzyskać pamięć i wszystko będzie dobrze-chłopak uśmiechnął się do mnie szeroko, ale już mnie nie dotykał
-Cieszę się-powiedziałam-ej?
-Tak?
-Czy ty farbujesz włosy?-zapytałam
-Cicho bo ktoś się dowie-rzekł z poważna miną, lecz po chwili oboje się zaśmialiśmy
-Zaczyna ci się robić zimno-rzekł
-Skad wiesz?-zapytałam zszokowana
-Zawsze jak ci zimno to zaciskasz dłonie w pięści-rzekł wskazując na moje dłonie
-To wracajmy do środka
Oboje ruszyliśmy do wnętrza domu, a tam usiedliśmy w salonie już w pełnym składzie.

*********************************************************************************
Hej, mam nadzieję, ze wam się podoba :)
Proszę piszcie co myślicie
Buziaki
Lexy :**


15 marca 2014

CZĘŚĆ II Rozdział 102

O matko moja głowa. Czuję się jak na mega kacu. Powoli otwieram zaspane powieki i widzę, ze jestem w sali szpitalnej. Wszystko skąpane jest w gorących promieniach słońca. Do moich uszu dobiega ćwierkanie ptaków zza nie domkniętego okna. Próbuję się podnieść, lecz boli mnie każdy mięsień.
-Czyli tak wygląda śmierć-mruknęłam pod nosem, zamykam powieki i znów zasypiam.
Gdy budzę się po raz kolejny czuję przyjemne ciepło na swojej dłoni. Uchylam lekko powieki i widzę przed sobą szeroko uśmiechniętego mężczyznę
-Cześć Kochanie-słyszę głos
-Moja głowa-szepczę-operacja się udała?
-Tak Skarbie już wszystko w porządku. Długo nie mogli wybudzić cię ze spiaczki, ale na szczęście wszystko się udało.- w tym momencie do sali wpadło jeszcze paru chłopaków
-Cassie jak dobrze znów widzieć cie żywą!-wykrzyknął mulat i przytulił mnie
-Ja was znam?-zapytałam zdezorientowana
-Cass nie zgrywaj się
-Mam na imię Kasandra a nie Cass-mruknęłam podnosząc się lekko
-Zawołam lekarza- lokers wstał blady jak ściana i wyszedł
Wszyscy patrzyli na mnie z szeroko otwartymi oczami i milczeli. Kojarzę tych chłopaków, ale nie mam pojęcia skad.
Po chwili przyszedł lekarz i wykonał mi różne badania. Miałam dosć już tego szpitala. Operacja przecież się udała, to wszystko powinno być dobrze.
Po badaniach dał mi jakieś leki nasenne i przespałam kolejny dzień.
Gdy się obudziłam w sali czekał na mnie tylko lekarz. Przegladał jeszcze jakieś papiery i dopisywał coś do nich, a gdy spostrzegł, ze się obudziłam rzekł
-Witaj Kasandro. Jestem twoim lekarzem.
-Dzień dobry-odparłam słabo
-Operacja się udała, masz już zdrowe serce i wszystko będzie dobrze.
-To świetnie, ale kim byli ci chłopcy? Czemu oni mnie znali?-zapytałam zdezorientowana
-Widzisz, długo nie mogliśmy cię wybudzić i z badań wynika, ze przez tą kilkudniową śpiączkę twoja pamięć uległa uszkodzeniu. Z tego co widzę nie jest to trwałe uszkodzenie i istnieje duze prawdopodobieństwo, że przypomnisz sobie wszystko, tylko musisz wrócić do życia jakim wcześniej żyłaś.-lekarz uśmiechnął się miło a ja tylko skinęłam głową analizując ponownie to co właśnie usłyszałam
-Możesz już wyjść ze szpitala, więc powiem ojcu zeby poszedł po wypis i cię stad zabrał
-Dobrze dziękuję
Jak tylko lekarz opuścił pokój to wszedł mój ojciec
-Cześć Mała
-Cześć tato. Chcę już do domu-szepnęłam wtulając się w niego
-Tak wiem Cassie, zaraz Cię stad zabieram. Tu masz jakieś ciuchy, które przywieźli ci chłopcy
-Czemu oni mi je przywieźli?-zapytałam lekko wystraszona
-Bo Ty z nimi mieszkasz
-Mieszkam z grupka chłopaków?
-To twoi najlepsi przyjaciele. Już długo mieszkacie razem i pracujesz z nimi
-Czym się zajmuję?
-Jesteś ich fotografem
-To co to jakieś gwiazdy-prychnęłam pod nosem
-No jakbyś zgadła
Oniemiałam. Byłam w totalnym szoku.
-Okey ubierz się i zaraz po ciebie przyjdę
Wzięłam torbę i zaczęłam przeglądać rzeczy znajdujące się w niej. Prawie wszystko jest w pastelowych kolorach. Od kiedy ja lubię pastele?
Na szczęście znalazłam granatowe rurki, biała koszulkę i siwy sweter, więc nie będę aż tak słodko wygladać.
Gdy tylko się ubrałam do pokoju powoli weszli ci chłopcy, którzy byli tutaj gdy się obudziłam.
-Cześć Kasandra-rzekli chórem
-Cześć-mruknęłam

-To skoro nas nie pamiętasz może się przedstawimy. Ja jestem Liam, to jest Zayn, Harry, Lou... I Niall...

*****************************************************************************
Yeah wielki powrót i...Niall żyje!!!
Od razu mówię, ze nie wiem jak często będą pojawiać się rozdziały, bo serio mam teraz mega dużo nauki. Proszę was piszcie tam na dole co myślicie i wgl :)
Tęskniłam za wami Mordki :D
Wasza Lexy

02 marca 2014

Cześć Mordki

Hej!!
Tęsknicie??
Ja bardzo, ale kurczę nic mi nie wychodzi z tego pisania za bardzo...Bardzo was przepraszam...
Serio myślałam, ze łatwiej pójdzie, ale nauka ciągle, w weekendy jak wracam do domu też trzeba trochę czasu na spotkania ze znajomymi czy imprezy i nie mam kiedy usiąść i wymyślić coś
Jeszcze raz bardzo mocno was przepraszam
Kocham
Wasza Lexy :*

30 stycznia 2014

Masakra

Hej

Mam prośbę...Niech mi ktoś sprzeda porządnego kopa w tyłek, bo nie umiem nic napisać :p

Staram się i staram i wyszedł tylko jeden krótki rozdział i to niedokończony :p

To jak, pomożecie mi zwabić do mnie wenę, a jak już przyjdzie zamknę ją w klatce po moim chomiku...(Spoczywaj w pokoju Franek i hasaj sobie szczęśliwie po tamtym świecie)

To jak, kto się zgłasza na ochotnika do polowania ze mną? :D

No widzicie, ciągle coś durnego wymyślam :p

Pomożecie Mordki? :D

Buziaki Lexy

09 stycznia 2014

Koniec pierwszej części

Hej Mordki
Jak wskazuję tytuł to jest koniec pierwszej części :)
Matko to aż 101 rozdziałów...Masakra :D Jak wam się chciało to czytać to nadal nie ogarniam :p
Ale mniejsza o to.
 Chciałabym wam przedstawić statystyki  :P
Więc tak

Liczba opublikowanych komentarzy :1093
Łączna liczba wyświetleń: 73 137

Jak dla mnie to na prawdę bardzo dużo i liczę, ze będzie tego jeszcze wiecej, ponieważ chciałabym napisać drugą część opowiadania :) 
Mam juz pomysł i myślę, ze teraz każdą wolna chwilę będę poświęcała na złożenie mojego pomysłu w całość. Więc będę  piła kawę litrami aby pogodzić napisanie tego i szkołę :P Mam nadzieję, ze nie opuścicie teraz mojego bloga, bo już niedługo zacznę znów coś wstawiać. Więc jak chcecie to w komentarzach podajcie mi swoje maile to będę wam pisać jak coś sie pojawi, co wy na to? :)

Pojawiła się też zakładka "Pytania do mnie" więc wiecie co robić :P

I zapraszam też was serdecznie na mojego nowego bloga, jest dopiero parę rozdziałów, ale wejdźcie i zobaczcie, może akurat przypadnie wam do gustu :D
To spodziewajcie sie kolejnej notki informacyjnej o tym jak mi idzie za parę dni :P
Kocham Was
Wasza Lexy :**

04 stycznia 2014

Rozdział 101

Idąc korytarzem z powrotem pod salę Kasandry z każdym krokiem upewniałem się, że podjąłem słuszną decyzję. Moje Malutkie Słoneczko musi żyć przecież. Za mocno ją Kocham by móc pozwolić jej odejść. Wiem, że moja rodzina i przyjaciele się na to nie zgodzą, ale trudno. Nie powstrzymają mnie. Gdy tylko wzejdzie słońce załatwię u mojego prawnika wszystkie ważne kwestie, zostawię listy pożegnalne i oddam jej moje serce,które i tak już od dawna należy do niej.
Gdy wróciłem do chłopców ci pytali o rózne rzeczy, lecz ich słowa nie docierały do mnie
-Obudziła się?-zapytałem Liama przerywając jego monolog. Chłopak umilkł i patrząc mi głeboko w oczy szepnął
-Czeka na Ciebie
Stanąłem przed drzwiami sali i wziąłem parę głębokich oddechów. Prawdopodobnie widzę ją po raz ostatni w życiu.
Dziwne uczucie.
Muszę ją dobrze zapamiętać i powiedzieć jak bardzo ją Kocham.
Nacisnąłem na klamkę i cicho wszedłem do sali zamykając za sobą drzwi. Podszedłem do jej łóżka i siadając na jego skrawku szepnąłem
-Malutka...-dziewczyna powoli otworzyła oczy i spojrzała na mnie
-Spokojnie jestem przy Tobie, już będzie dobrze-dodałem głaszcząc ją po głowie
-Czy ja umrę Niall?-zapytała wystraszona
-Oczywiście, ze nie Skarbie-zapewniłem ją-będziesz zyć jeszcze bardzo długo, zobaczysz
-Ale mówili, ze moje serce już nie wytrzymuje
-Ale znalazł sie dawca...Wszystko już będzie dobrze
-I będziesz cały czas przy mnie?
-Pewnie że tak...Teraz posłuchaj mnie, bo mam ci coś ważnego do powiedzenia. Cassie, w naszym życiu było wiele problemów i wiele spraw ciągle się komplikowało, ale od momentu gdy ujrzałem cię po raz pierwszy nic sie nie zmieniło. Cały czas patrzę na ciebie tak samo i wzbudzasz we mnie ciągle ten sam zachwyt. Jesteś wyjątkowa, cudowna, niesamowicie piękna i czuję, że za rzadko Ci to mówiłem do tej pory. Wniosłaś do mojego życia wiele radości i uśmiechu. Przy nikim nie byłem nigdy tak szczęśliwy jak jestem przy Tobie. Już wiem, że miałem te fart i znalazłem miłość mojego życia. Jesteś tą jedyną Cassie i już zawsze nią będziesz. Kocham Cię-w oczach dziewczyny zamigotały łzy a na jej usta wkradł się lekki uśmiech.
-Niall...ja nie wiem co powiedzieć...to najcudowniejsza rzecz jaką kiedykolwiek usłyszałam. Też Cię bardzo Kocham-moja dziewczyna mocno wtuliła się we mnie. Oczywiście odwzajemniłem uścisk i zanurzyłem twarz w jej pięknych włosach pachnących jabłkami. Zawsze pachniała jabłkami...
-Niall?-zapytała w pewnym momencie
-Tak Skarbie?-mruknąłem odsuwając się od niej
-Mam do ciebie prośbę
-Jaką?
-Czy moglibyśmy zapomnieć na chwilę o tym, że jestem chora i o tym gdzie jesteśmy. Chcę poczuć się choć przez chwilę normalnie, więc czy mógłbyś mnie pocałować...wiesz tak jak kiedyś to robiłeś?-zapytała nieśmiało
-Zrobię to z przyjemnością-rzekłem i ujmując jej twarz w dłonie zrobiłem o co prosiła
Trwaliśmy w tej cudownej chwili, aż nie usłyszeliśmy pukania do drzwi. Oderwaliśmy się od siebie i do pokoju wpadli chłopcy. Wszyscy patrzyli na mnie mokrymi od łez oczami. Pewnie Paul już im powiedział.
-Niall, Paul czeka przed salą. Chce z Tobą pogadać-mruknął Zayn patrząc na swoje buty
-Okey. Słoneczko, zaraz do ciebie wrócę-zwróciłem się do Cass i po raz kolejny mocno ją pocałowałem.
Paul czekał przed salą ze zmarnowaną miną
-Nialler...widzę, że naprawdę ją kochasz. Po tym na co się zdecydowałeś, ale też po wszystkim co było wcześniej. Byłem głupi i nie dostrzegałem tego. Przepraszam Cię i dziękuję, że się nią opiekowałeś. Tak jak resztę, traktuję cię trochę jak syna i nie mogę pozwolić żebyś poświęcił swoje życie. Masz masę fanów, którzy żyją właśnie dzięki tobie. Do tego kochającą rodzinę. Wiem, że zostało jej niewiele czasu, ale może uda mi się znaleźć dawcę. Pieniądze na pewno w tym pomogą.
-Też próbowałem drogi pieniędzy, lecz jest wiele osób czekających na nowe serce. Poza tym już podjąłem decyzję. Zaraz wybieram się na spotkanie z prawnikiem co do moich pieniędzy. Gdy wrócę nagramy filmik dla fanów w którym się z nimi żegnam.-poklepałem go po ramieniu i dodałem-wszystko będzie już dobrze.
Wróciłem do sali i powiedziałem wszystkim, że muszę zobaczyć się ze starym znajomym i pojechałem na spotkanie.

Już drugą godzinę siedziałem i podpisywałem różne papierki. To strasznie nudne i męczące. Już wiem czemu Paul na co dzień się tym zajmuję. W wypadku mojej śmierci kazałem podzielić mój majątek na dwie części. Jedna będzie dla Cassie a druga dla mojej rodziny.
Napisałem również do każdej ważnej dla mnie osoby osobny list i włożyłem go do sejfu wraz z moim testamentem i rożnymi dokumentami. Zamknąłem za sobą drzwi wyjściowe i stałem znów na chodniku. Uniosłem głowę by spojrzeć w niebo i zaciągając się świeżym powietrzem pomyślałem, że już jestem gotowy by odejść z tego świata.

Wróciłem do szpitala i pierwsze co zrobiłem to poszedłem porozmawiać z lekarzem prowadzącym co do terminu operacji. Próbował mnie przekonywać do zmiany decyzji, lecz nie dałem się. Jestem pewien słuszności swojej decyzji.
Operacja odbędzie się za dwa dni.
Czy się boję?
Trochę na pewno. Lecz uspokaja mnie to, że robię to dla niej, że dzięki temu będzie zyć.
Otrząsnąłem głowę z myśli i udałem się piętro niżej na badania, które są potrzebne do operacji. Po godzinie pobierania krwi i innych różnych zabiegach byłem wolny. Założyłem na siebie bluzę, by nie było widać śladów po igłach i wróciłem do sali Cassie. Stanąłem w drzwiach i opierając się o futrynę zacząłem przyglądać się temu co działo się w środku. Wszyscy świetnie się bawili; śmiali się i żartowali. Przez chwilę poczułem się jak dawniej.
Zaczęły mi się przypominać wszystkie wspaniałe chwile jakie przeżyliśmy wszyscy razem...Matko jak ja bym chciał przeżyć to wszystko jeszcze raz
-O Niall, gdzie byłeś tak długo?-z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej ukochanej
-A spotkanie trochę się przeciągnęło, wybacz
-W porządku, chodź tu do nas
Zająłem miejsce na łóżku Cassie i mocno ja do siebie przytuliłem poddając się miłej atmosferze i włączając się do rozmowy.
Właśnie w takim nastroju minęły nam kolejne dwa dni. Chcieliśmy nacieszyć się sobą nawzajem, więc nie odstępowaliśmy się na krok. Wszyscy oprócz Cass wiedzieli co ze mną dalej będzie, lecz nie kazałem im mówić o tym. Jakby się dowiedziała, że to ja jestem dawcą na pewno nie zgodziła by się na operację. A do tego dopuścić nie mogłem.
Jedyne co bardzo mnie zdziwiło to zachowanie Paul'a. Wpadał tylko na chwilę w ciągu dnia i ciągle gadał przez telefon. Wszyscy stwierdziliśmy, że zajmuje się pracą przez stres. W sumie cały czas tak to wyglądało, więc ignorowaliśmy go.

W końcu przyszedł ten dzień. Dziś umrę. Jednak umrę z uśmiechem na ustach. Chłopcy zostawili mnie samego z Cassie bym się pożegnał. Usiadłem naprzeciwko niej i ujmując jej dłonie w swoje, oraz patrząc jej głęboko w oczy zacząłem.
-Kocham Cię i dobrze o tym wiesz. Wiesz też, że zrobię dla Ciebie wszystko co możliwe by żyło ci się jak najlepiej. Staram się cały czas i myślę, że robię dobrze. Pamiętaj, że podczas operacji będę cały czas przy Tobie. Bo ja żyję w Tobie i to się nigdy nie zmieni, więc się nie bój Maleńka
-Dziękuję za wszystko Nialler. Też Cię Kocham i to bardzo-dziewczyna uśmiechnęła się słodko i pocałowała mnie. Smak jej malinowych ust zapamiętam już na zawsze.
Wyszedłem z sali i stanąłem przed chłopakami
-Wiecie, ze jesteście dla mnie jak bracia i was Kocham. Teraz będę czuwał nad wami, więc nie martwcie się o mnie. Proszę was tylko o to byście dalej byli One Direction, abyście dalej bawili się tak jak do tej pory i żebyście zajęli się moja Cassie.
Harry nie wytrzymał. Pierwsze łzy popłynęły z jego oczu i rzucił się na mnie mocno mnie przy tym ściskając.
-Niall...bo my Cię tak Kochamy..
-Wiem Harry ja was też, ale muszę to zrobić. Po prostu muszę.
Zrobiliśmy grupowego misiaka. Ciężko było nam się rozstać, choć każdy z nas wiedział, ze już pora na mnie.
-Panie Horan?-usłyszałem za sobą. Obróciłem się i zobaczyłem pielęgniarkę. Wierzchem dłoni otarłem łzy i przytulając każdego z moich przyjaciół po kolei rzekłem
-Na mnie już czas, ale pamiętajcie ja nie umieram, bo miłość jest nieśmiertelna. Teraz będę żył w niej.
Obróciłem się i zacząłem iść za pielęgniarką. Przebrałem się w szpitalną piżamę i usiadłem na łóżku. Jakaś młoda pielęgniarka podeszła do mnie ze strzykawką i zeszytem
-Przepraszam...czy mogła bym prosić o autograf-zapytała nieśmiało
-Jasne-nabazgrałem swoje imię i nazwisko w zeszycie i oddałem jej
-Dlaczego pan to robi. Dlaczego pan oddaje swoje serce?-zapytała patrząc mi głęboko w oczy
-Bo ją kocham. Ponad wszystko i nie zasługuje na śmierć. Jest najwspanialszą osobą jaką znam.
-Rozumiem-szepnęła
-A Ty pamiętaj być sobą i dalej słuchać moich chłopaków-zaśmiałem się
-Na pewno będę. Obiecuję-zapewniła
Wbiła mi igłę w ramię i kazała się położyć.
Zacząłem odpływać.
Już wiedziałem, ze zaraz nastąpi koniec i byłem na to gotów.

************************************
Hej Mordki :D
I jak?
Jesteście w szoku czy nie za bardzo? Ktoś z was się wzruszył? ;p
Wiem, spodziewałyście się, ze jednak go uratuję a tu takie coś. Zawiodłam was? Mam nadzieję, ze nie... ;)
Pojawiła sie też zakładka pod tytułem "pytania do mnie" i możecie tam w postaci komentarzy zadawać mi pytania, chętnie na wszystkie odpowiem :) dzięki temu chciałaby sie z wami lepiej poznać :)
Ale ale, ma też lepszą wiadomość. To jeszcze nie koniec. Chciałabym napisać kolejną część i mam pytanie, czy chciałybyście dalej to czytać? :) oczywiście zbiorę myśli i będę was informować :)
Piszcie
Kocham

Wasza Lexy :** 

28 grudnia 2013

BARDZO WAŻNE MORDKI

HEJ
Słuchajcie jest taka sprawa. Ja wiem że już długo nic nie dodaje, ale tu chodzi o to, że nie mam żadnej motywacji i ciężko mi pisać :)
Wybaczcie 
Może zróbmy tak, ze pod tym postem dodają byle jaki komentarz (oczywiście będę wdzięczna jeśli będzie motywujący ;p)abym tylko wiedziała, ze serio chcecie czytać te moje wypociny ;p
Kocham was, ale chyba o tym zapomniałyście...
Błagam napiszcie mi cos od siebie, potrzebuję was, bo bez was ja jestem niczym:)
Kocham
Wasza Lexy 

01 grudnia 2013

Rozdział 100

*Z perspektywy Harry'ego*

Ocknąłem się słysząc dziwne pikanie. Otwarłem zaspane oczy i dotarło do mnie co tak pika. Maszyna do którego była przypięta Cassie strasznie szalała. Dziewczyna spała a jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Wystraszony podniosłem się z miejsca i wybiegłem na korytarz w poszukiwaniu kogoś kto się na tym zna
-Siostro!-krzyknąłem za pielęgniarką gdy tylko ja ujrzałem-proszę szybko przyjść do pokoju 102 nie wiem co się dzieje-krzyknąłem drżącym głosem
Popędziłem wraz z pielęgniarką do pokoju przyjaciółki i zdenerwowany czekałem aż mi powie co się dzieje
-Musi pn wyjść-zwróciła się do mnie
-Ale co się dzieje? Co jej jest-zapytałem wystraszony
-Nie ma teraz na to czasu, później ktoś po pana przyjdzie na razie proszę czekać
Kobieta wyrzuciła mnie na korytarz w totalnym szoku. Chwile stałem nie wiedząc co robić i myśleć, aż w końcu wydobyłem z kieszeni telefon i wybrałem numer Niallera
-Co się stało?-zapytał od razu
-Nie wiem...Coś jej jest...ja...ona, bo
-Zaraz tam będę-mruknął i się rozłączył
Usiadłem na plastikowym krzesełku i schowałem twarz w dłonie. Strasznie się balem o Nią. To moja najlepsza przyjaciółka. Z nią zawsze mogę o wszystkim pogadać i wiem, że zawsze zrozumie i mi pomoże. Na musi żyć. Niall sobie bez niej nie poradzi. To ona daje mu siłę do życia. Ez niej już nie będzie tego samego Niall'a.
-Harry!-z zamyślenia wyrwał mnie krzyk. Podniosłem głowę i zobaczyłem że chłopaki biegną już w moją stronę
-Co się stało?-zapytał Liam gdy już był przy mnie
-Nie wiem nagle zaczęło coś pikać i kazali mi wyjść...
-Nie powinienem jej tutaj zostawiać-zaczął Horan
-Niall i tak byś nic nie zrobił...-zignorował to co powiedziałem i rzekł odwracając głowę
-Trzeba zadzwonić do Paula. Proszę zajmijcie się tym. Ja nie dam rady
-Jasne-szepnął Zayn i odszedł przykładając słuchawkę do ucha
Przyjrzałem się przez chwilę blondynowi. Starał się ukryć uczucia i być opanowanym, lecz w jego oczach widziałem, ze jest przerażony
Czekaliśmy tak jeszcze ponad godzinę i w tym czasie dojechał do nas Paul z żoną. Aż dziwne, że ta kobieta się tutaj pojawiła, z tego co Cass nam mówiła nigdy nie zależało jej na rodzinie. Zresztą sami zdążyliśmy się już o tym doskonale przekonać.
Na szczęście w końcu z sali wyszedł lekarz. Widząc go wszyscy wstaliśmy i z wyczekiwaniem czekaliśmy co nam powie. On zmierzył wzrokiem wszystkich i odezwał się do Paula
-Muszę z Państwem porozmawiać na osobności o stanie Pacjentki
-Proszę mówić teraz. To też jest jej rodzina-rzekł mężczyzna. Widziałem, ze matka Cassie jest lekko oburzona tym iż tak nas nazwał ale nikt o to teraz nie dbał.
-No dobrze. Więc zauważyliśmy bardzo szybko postępujące zmiany i sytuacja jest poważna
-Panie doktorze co jej jest?-zapytał drżącym głosem Niall
-Ma poważną wade serca i bez operacji nie przeżyje nawet tygodnia-wszyscy patrzyli na niego z szeroko otwartymi oczami i nie byliśmy w stanie wypowiedzieć ani słowa. Tylko Niall szybko się otrząsnął po usłyszeniu tej informacji, lub w ogóle ona do niego nie dotarła
-Pieniądze nie grają tu żadnej roli, proszę robić co trzeba zeby żyła-rzekł blondyn
-Chłopcze, ona potrzebuje nowego serca, bo jej już nie daje rady. A to wcale nie jest takie proste. Wiele osób czeka w tej kolejce i nawet pieniądze tutaj nie pomogą.
-To pozwoli pan jej tak po prostu umrzeć?!-krzyknął chłopak mierząc mężczyznę w kitlu nienawistnym spojrzeniem
-Robimy co możemy, lecz na razie pozostaje nam czekanie. Pójdę teraz opisać przypadek pacjentki i wpiszę ją na listę oczekujących. Nic więcej nie mogę zrobić-odparł mężczyzna chłodno i odszedł

*Z perspektywy Niall'a*


Nic nie może zrobić?! Moja miłość umiera a on nic nie może zrobić?! Kopnąłem wściekły w jedno z białych plastikowych krzeseł.
-Niall uspokój się-szepnął Liam kładąc mi rękę na ramieniu
-Mam się uspokoić? Moja dziewczyna może umrzeć a ja mam być spokojny? Chyba kpisz! Co ty byś zrobił gdyby to Dan była na jej miejscu, co?! Robił byś dokładnie to samo! Więc nie pieprz mi teraz że mam być spokojny-wykrzyczałem i rozejrzałem się po korytarzu. Paul właśnie rozmawiał przez telefon, jego żona siedziała skulona na krześle, Lou i Harry trwali w uścisku, Zayn właśnie próbował odpalić papierosa pod znakiem o zakazie palenia, a Liam wpatrywał się we mnie z troską. Nie umiałem być teraz już nawet wściekły. Rzuciłem się przyjacielowi w ramiona i zacząłem płakać, Moja Cassie...Moja Malutka...Ona może umrzeć. A bez niej mój swiat nie będzie istnieć, ja bez niej będę niczym. Nie przeżyję nawet dnia bez niej. Za bardzo ją kocham by pozwolić jej odejść na tamten świat. Muszę coś zrobić, by moja Księżniczka żyła. Już chyba nawet wiem co...
Odsunąłem się od Liama i ruszyłem wzdłuż korytarza. Na moje usta wkradł się lekki uśmiech, gdyż wpadłem na pomysł. Wbiegłem do windy i parokrotnie nacisnąłem guzik z liczbą 2. Gdy w końcu znalazłem się na odpowiednim piętrze odszukałem gabinet lekarza prowadzącego i wszedłem do niego. Usiadłem na krześle naprzeciw doktora i patrząc mu w oczy zapytałem
-Proszę mi powiedzieć szczerze, ona nie ma szans na przeżycie prawda?
-Jeśli nie dostanie nowego serca to nie. Jej jest za słabe.
-Wie pan, ze pieniądze są nie istotne dla mnie, więc czy one mogą pomóc?
-Przesuną one ja w górę kolejki, ale nawet to nie gwarantuje nam, ze wytrwa tyle.
-Obojętnie czyje to będzie serce
-Tak. Wystarczy by było ono sprawne
-Więc chcę oddać jej moje-rzekłem pewnie patrząc mu w oczy
-Chłopcze zastanów się nad tym dobrze, to poważna decyzja
-Już ja podjąłem. Ono i tak bije tylko dla niej, więc teraz będzie biło w niej.
-Muszę porozmawiać z jej rodzicami czy wyrażają zgodę. Zaraz ich tutaj zawołam.
Rodzice Kasandry patrzyli na mnie z szeroko otwartymi oczami już jakieś 10 minut. Przełknąłem głośno ślinę i czekałem na ich reakcję.
-Niall, ale ty nie możesz...
-Owszem, mogę-rzekłem stanowczo i opuściłem gabinet.
Gdy tylko zatrzasnąłem za sobą drzwi cała odwaga ze mnie uleciała i aż zachwiałem się. Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem wykonać dalszą część mojego planu...


**********************************************************************************
Hej Mordki
Więc jest to przed ostatni rozdział i chyba trzeba zakończyć tą historię, bo bardzo mało osób komentuje. A to szkoda, bo mam pomysł na dalszą część :)
Więc jeśli czytacie i lubicie tego bloga, no i oczywiście chcecie zebym kontynuowała pisanie go to proszę napiszcie pod tym rozdziałem to. Serio będę wdzięczna, bo nie wiem czy ma sens żebym pisała skoro wam się nie chce komentować...a to przykre :) Proszę piszcie co myślicie rozdziale  i o tym, że to chyba koniec :)
Kocham was
Wasza Lexy :**

03 listopada 2013

rozdział 99

Zostałam poddana masie przeróżnych badań i testów. Gdy lekarz obwieścił mi, że to już koniec byłam tak szczęśliwa, że miałam ochotę rzucić mu się na szyję. Oczywiście nie zrobiłam tego, tylko grzecznie poszłam do sali gdzie czekali już na mnie przyjaciele. Grzecznie położyłam się na niewygodnym szpitalnym łóżku i dałam się podłączyć do kroplówki. Mimo, że zawsze przerażały mnie igły. Ci Kochani Idioci dodali mi otuchy odwracali uwagę od krótkiego zabiegu.
-Ale naprawdę wracajcie na wakacje. Nic mi nie jest-zaczęłam po raz kolejny
-Cassie, gdy miałem złamane serce to byłaś przy mnie?-zapytał Harry
-No tak
-A gdy pokłóciłem się z Lou byłaś przy mnie?-kontynuował
-Tak
-A ja jak się pokłóciłem z Dani to też mi pomagałaś-dodał Li
-I jak zmarła mi babcia to byłaś
-Chłopaki co to ma znaczyć
-Przez to wszystko chcemy powiedzieć, że Ty zawsze przy nas byłaś, więc my teraz też będziemy przy Tobie-rzekł stanowczo Zayn
-I jeśli będziesz sie nas chciała pozbyć, niewiadomo jak mocno to my i tak będziemy tutaj.
-Właśnie. Któryś z nas ciągle będzie przy Tobie
-Jesteście wspaniali-wyszeptałam czując łzy pod powiekami. Wzruszyli mnie.
-Ej Mała tylko nam sie tutaj nie rozklejaj, co?-zaśmiał sie Tommo czochrając mi włosy
-Dobra dobra już nic nie mówię.
Naszą miłą pogawędkę przerwał lekarz. Stanął w drzwiach i odchrząknął. Gdy wszyscy spojrzelismy na niego zaczął:
-Chłopcy, wasza przyjaciółka musi teraz odpocząć. Miała dziś bardzo ciężki dzień, a tak sie składa, ze jest już środek nocy
-Ma Pan rację. Kasandra powinna odpocząć. Tylko mamy prośbę-zaczął dyplomatycznie Liam
-Słucham?
-Czy ktoś mógłby na noc z nią zostać? Bo tak jak pan już wspomniał to właśnie nasza przyjaciółka i bardzo się o nia martwimy
-Rozumiem. Niech ktoś w takim razie zostanie, tylko żeby był tutaj spokój. Panienka Heanson musi odpocząć. Jej stan zdrowia nie jest najlepszy-rzekł patrząc mi w oczy
-Oczywiście rozumiemy. Proszę nam dać chwilę, juz wychodzimy
-Dobrze
Lekarz wyszedł a chłopcy zaczęli rozważać najlepsze opcje tego kto ma zostać. Ich krzykom nie było końca, więc musiałm wkroczyć do akcji
-Li jedź do Danielle, Zayn do Perrie, Louis do El a Ty Niall marsz się przespać. Harry ze mną zostanie, bo wygląda najlepiej z was
-Dzieki Mała. Widzicie, jednak Tequila to zbawienny środek-zaśmiał sie wyganiając chłopaków
Gdy już zostaliśmy sami dokładnie przyjrzałam się chłopakowi. Był opalony i niesforne loki jak zwykle opadały mu na czoło. Wyglądał jak  zwykle wspaniale, lecz coś w jego oczach się zmieniło
-Harry?
-Tak Cassie?
-Czy coś się stało?-zapytałam badawczo mu się przyglądając
-Co masz na myśli Cass?
-No nie wiem, wyglądasz świetnie, ale czuję, ze coś nie gra
-Nie, no co Ty wszystko w porządku
-Dobrze wiesz, że mnie nie oszukasz
-Matko, czy Ty musisz mieć rację?-zapytał ze śmiechem
-Muszę, więc gadaj
-Chodzi o to, że podoba mi się moje życie. Zresztą sama wiesz, że ono jest cudowne i nie zamienił bym go na żadne inne...ale..no właśnie ale na tych wakacjach nie tyle piłem i imprezowałem, co zacząłem przyglądać sie temu wszystkiemu z dystansu. Dostrzegłem rzeczy których wcześniej nie widziałem i zacząłem sie zastanawiać czy tak powinno być. Czy ja właśnie taki powinienem być...Boję sie, ze właśnie popełniam błąd i na starość będę żałował, ze byłęm taki. Chcę sie bawić jak do tej pory, ale chcę być kimś więcej i nie mówię tutaj o karierze. Chcę czuć się dobrym człowiekiem Cassie Nie chcę dłóżej być tym chłopakiem którego media uznają za rozpieszczonego gówniarza. Chcę w końcu przestać być kimś innym. Chcę nareszcie być sobą...Tylko właśnie nie umiem...
-Harry, popatrz ile zdobyłeś do tej pory. Na pewno potrafisz być sobą, muszisz tylko w to uwierzyć i się starać
-A co jeśli inni mnie takiego nie zaakceptują?-wyszeptał spuszczając głowę
-Ci którzy Cię Kochają zrozumeiją i będą cieszyć sie Twoim szczęściem. Zaufaj mi
-Ufam.
-To dobrze. Tęskniłam za Tobą-dodałam. Twarz chłopaka rozświetlił ogromny uśmiech
-Ja za Tobą też Mała. A teraz kładź sie spać. Musisz odpocząć
-Dobrze
-Cały czas tutaj będę. Dobranoc-pocałował mnie czule w czoło.
Teraz już mogłam iść spokojnie spać. Mój przyjaciel czuwa nade mną...

**********************************************************************************
Hej Mordki
Słowo ode mnie : Komentujcie, bo jak nie to to będzie już ostatni rozdział :)
Dziękuję Dobranoc :)

28 października 2013

Rozdział 98

W szpitalu czekali na nas już moi rodzice. Widząc ich ścisnęłam mocniej dłoń chłopaka. Odwzajemnił ten uścisk czym chciał dodać mi otuchy. wiedziałam, że nie unikniemy konfrontacji z nimi, ale byłam zmęczona mimo, że spałam. Nie chciałam z nikim teraz rozmawiać. Jedyne czego potrzebowałam teraz to Nialler i łóżko. Jednak nie było innego wyjścia i musieliśmy do nich podejść. Matka od razu rzuciła mi się na szyję i szlochając zaczęła przepraszać. Wyrwałam się szybko z jej uścisku i skryłam się w ramionach blondyna. Nie chciałam na nich patrzeć, a ni ich słuchać. Oboje mnie skrzywdzili i dobrze o tym wiedzieli.
-Niall?
-Tak Skarbie?
-Proszę zaprowadź mnie gdzieś żebym mogła się położyć
-Jak się czujesz Kotku?-zapytała z przejęciem mama-spojżałam na nią z ogromnym bólem w oczach. Nigdy jej to jakoś nie obchodziło i dopiero teraz, gdy może mi się coś stać, gdy może mnie strocić na zawsze zaczęła się martwić
-Nie udawaj, ze Cię to obchodzi i idź już-rzekłam ledwo powstrzymując łzy
-Ale...
-Przestań!-wykrzyknęłam-nie chcę Cię widzieć!-wszyscy obecni w szpitalnej recepcji umilkli i patrzyli w moją stronę. Jednak nie dbałam o to teraz
-Córeczko-zaczął tata gdy już trochę się uspokoiłam- chłopcy i ja niedługo znów wyjeżdżamy w trasę i jeśli Ci się nie poprawi mama zostanie z Tobą. Nie denerwuj się na Nią. Ona Ci pomoże-już chciałąm otworzyć usta by coś powiedzieć, lecz Irlandczyk mnie wyprzedził
-Paul doskonale wiesz, że nie zostawię Cassie. Choćby miało być to kosztem mojej kariery to nie zrobię tego.
-A co z zespołem
-Chłopcy i fani zrozumieją.-rzekł hardo patrząc mu w oczy, Byłam z niego niesamowicie dumna. Dumna, że postawił mu się i, że nie boi się
-Niall ja nie...
-Nie Paul. Koniec tej głupiej dyskusji. Znasz moje zdanie. Poza tym to nie czas i miejsce na takie rozmowy. Teraz znajdź lekarza i niech zajmą się Cassie.
Zaskoczył mnie. Po raz pierwszy było tak stanowczy. Mój nieśmiały chłopczyk wyrósł na wspaniałego mężczyznę-zaśmiałam się w duchu przypominając sobie słowa mamy Niallera.
-Masz rację-bąknął ojciec i ruszył w nieznanym mi kierunku. Zostaliśmy tylko z mamą. Co chwila zdenerwowana zerkała na zegarek
-No idź-mruknęłam do niej
-Słucham?
-Widzę, ze Ci się śpieszy, więc po prostu idź
-Oh córeczko dziękuję, ze mi pozwalasz-rzekła uśmiechając się z wymalowaną na twarzy ulgą
-Jasne nie ma sprawy, ale jeśli teraz wyjdziesz, to już tutaj nie wracaj. Już nigdy nie wracaj do mnie-wyszeptałam czując jak po moim policzku spływa duża błyszcząca łza. Kobieta patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczyma i po chwili odeszła. Właśnie pokazała na czym naprawdę jej zależy. Obróciłam się twarzą w stronę Niallera. Patrzył na mnie wzrokiem przepełnionym miłością i troską.
-Proszę Cię zostań dziś przy mnie. Zostań...-wyszeptałam
-Zostanę Skarbie-odrzekł równie cicho głaszcząc mój policzek-zostanę dziś i zostanę już na zawsze.
Mój Kochany Blondasek. Tak strasznie go kocham i wiem, ze tylko na niego mogę liczyć.
-Cassie!!-dobiegł mnie głośny krzyk z drugiego końca pomieszczenia. Oderwałam się od chłopaka by zobaczyć o co chodzi. W drzwiach stali chłopcy. Wszyscy byli zdyszani i czerwoni, lecz nawet to nie odbierało im uroku.
 Zaczęli biec w moją stronę, a gdy już znaleźli się przy mnie mocno uściskali.
-Co wy tutaj robicie? przecież macie wakacje?-zapytałam gdy już się od nich oderwałam
-No Mała musimy być teraz przy Tobie-rzekł Lou
-Właśnie, w końcu jesteśmy rodziną-dodał Payne
-A rodzina się wspiera-dopowiedział Zayn
-Ej to nie fair, zabraliście mi wszystkie fajne teksty-oburzył sie Hazza
-Stary to nie nasza wina, ze masz taki a nie inny zapłon-zaśmiał sie Boo Bear
-Naprawdę chcesz się teraz kłócić-zapytał Styles ledwo powstrzymując śmiech
-No dawaj. dobrze wiesz, ze ja się niczego nie boję-rzekł bojowo i stanęli naprzeciw siebie mierząc się nawzajem wzrokiem mordercy. Zaśmiałam się i weszłam między nich obejmując oby w pasie
-Matko, nawet się nie domyślacie jak ja za wami tęskniłam wy moi Idioci
-My za Tobą też Mała. A Ty do tego nam chorujesz. Jak możesz co?-oburzył się Zayn. Po raz kolejny wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem
-Oj no przepraszam, tak jakoś szukałam jakiejś rozrywki
- Niall widzimy, ze się nie spisujesz- Styles pogroził mu palcem a ja trzepnęłam go za to w ramię-No co?
-No Tobie to wszystko z jednym się kojarzy
-No co aj na to poradzę? Poza Tym inni nie narzekają na to
-Tak Ci się tylko wydaję-wszyscy wybuchli śmiechem oprócz biednego Harryego
-No teraz to mnie uraziłaś...
-Oj Styles, byłam po prostu szczera-wzruszyłam ramionami i poczochrałam mu włosy
-Taką Cię znam i kocham-rzekł i cmoknął mnie w policzek.
-Kasandra?-podszedł do nas jakiś lekarz
-Tak
-Doktor Silver, proszę za mną na badania. A przyjaciele niech zostaną w poczekalni. Później się Panienka z nimi zobaczy.
Uśmiechnęłam się do nich blado i ruszyłam korytarzem za facetem w białym kitlu.

05 października 2013

Rozdział 97

Przez kolejne parę godzin przez pokój w którym leżałam przewinęło się paru lekarzy i chyba z 10 pielęgniarek. Wszyscy traktowali mnie jak jakiś wyjątkowy przypadek.
Nialler siedział w kacie i rozmyślał. Widziałam, ze strasznie go to meczy i jest u ciężko. Jednak nie mogłam nic zrobić. Byłam tak samo bezradna jak on. Nie chciałam żeby cierpiał i się martwił, ale nie mogłam nic zrobić.
W końcu po długich rozmowach z lekarzami i po otrzymaniu wielu leków wzmacniających pozwolono mi opuścić to okropne miejsce. Ze szpitala pojechaliśmy od razu na lotnisko. Mój Ojciec jak zwykle już wszystko zaplanował za mnie. Kocham go, ale mam dość tego, że ciągle podejmuje decyzje za mnie.
-O czy tak myślisz?-zapytał Niall wyrywając mnie z zamyślenia
-Wiesz Niall, o wszystkim-odparłam uśmiechając sie do niego lekko
-Boisz się?
-Trochę...
-A czego najbardziej?
-Że Cię stracę-odparłam szczerze
-Ale Kochanie cokolwiek za choroba to jest, to będę z Tobą. Już zawsze. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu i zrobię wszystko aby było dobrze. Kocham Cię pamiętaj o tym.-zapewnił patrząc mi głęboko w oczy
-Wiem to, ale chodzi mi  to, że umrę, że będzie to coś złego...Oh sama już nie wiem...
-Nie martw się na zapas. Razem sobie zawsze poradzimy. Pamiętasz co mówiłem parę godzin temu? Ty i Ja..
-...My zawsze będziemy górą. Cokolwiek się stanie...ty i ja-zacytowałam jego słowa i mocno wtuliłam się w tors Irlandczyka. Nie wiem jak on to robił, ale zawsze potrafił poprawić mi humor.
-Więc teraz się prześpij. Po tych wszystkich lekach musisz odpocząć.
-Ale ja wcale nie jestem zmęczona-zapewniłam uśmiechając się zadziornie. Chłopak pokręcił głową i wymruczał
-Nie drocz się ze mną, bo i tak nie wygrasz
-Jesteś pewien?
-Tak
-A może jednak?
-Skarbie...
-Oj no dobra idę już spać.
-Grzeczna dziewczynka.
-Jak zawsze-wymruczałam wtulając się w ciepłe ciało chłopaka
-Oczywiście. Dobranoc Kochanie-wyszeptał i pocałował mnie we włosy
Miałam wspaniały sen. Wydawał się być najwspanialszym życiem jakie mogło istnieć. Dlaczego? Bo byłam ta tylko ja i on. Tylko Ja i mój Mały Głupek. Bez rodziny, która co chwilę nas kontrolowała, bez szalonego świata show-biznesu, bez ludzi, którzy nas nienawidzą i życzą nam źle.  Liczyliśmy sie tylko My. Nic innego nie miało dla nas znaczenia. 
Tak bardzo nie mogę sie doczekać tego momentu w naszym życiu. Etapu w którym w końcu będziemy istnieć tylko i wyłącznie dla siebie nawzajem. Gdzie nic nie będzie stało nam na przeszkodzie...
Od takiego życia dzieli nas tylko czas. Wiem, że Kocha mnie a ja jego, więc wszystko powinno pójść dobrze. Musi pójść dobrze. Ten Kochany Idiota jest całym moim światem. Zrobię dla niego dosłownie wszystko. 
To chyba miłość.
ta jedyna i prawdziwa Miłość...
Znalazłam ją i mimo wszystko nie mogę jej wypuścić. Bo ona daje tylko jedną szansę i już później nie wróci. Czasem trzeba przez nią trochę pocierpieć, lecz to cierpienie jest niczym w porównaniu do tego jak wiele szczęścia nam daje. Jak bardzo potrafi zmienić pogląd na wszystko co Nas otacza.
To uczucie gdy wiesz, ze kogoś po prostu Kochasz jest nie porównywalne z żadnym inny. Jest nawet lepsze od tego gdy kupisz nowe buty, czy zjesz pyszną czekoladę. Jest wyjątkowe...
Chcę je czuć już zawsze. I będę. Będę jeśli bedzie przy mnie ten wspaniały facet...

Obudził mnie mój chłopak Bez słowa spojrzałam na niego i czule pocałowałam. Tak chciałam okazać mu wdzięczność za to, ze jest. Pokazać jak bardzo go kocham. I jak wiele dla mnie znaczy. 
Przez te parę dni na tej tropikalnej wyspie  zpowrotem się do siebie zbliżyliśmy. Znów jest tak cudownie jak było wcześniej. Znów jest Idealnie.

Już teraz nie boję się niczego. nie boję się choroby, rodziców, fanek Niallera, mediów. Nic nie jest mi straszne, bo mam przy sobie osobę która mnie kocha i wiem, ze dam radę ze wszystkim przeciwnościami losu. Dam radę jeśli tylko będzie blisko... 

**********************************************************************************
Cześć Mordki!

Po pierwsz Przepraszam!!! Ale chyba nie tęskniliście, bo nic nie piszecie ani nic... Jak już mega nudzi was ten mój blog to piszcie na dole. Serio cenię szczerość :)
Błagam komentujcie no!

Po drugie: Ten rozdział ma dla mnie znaczenie bardzo osobiste. Pewna osoba gdy Go przeczyta zrozumie co miałam na myśli. Zrozumie, ze naprawdę w to wieżę i mam nadzieję, że się uda.

Po trzecie: zapraszam na mojego nowego bloga 
dopiero prolog i pierwszy rozdział, ale mam nadzieję, ze przeczytacie i skomentujecie. Serio szczerze piszcie co myślicie, zależy mi na waszych opiniach :)

Po czwarte:...Jestem głodna...Więc ja idę coś zjeść a wy czytajcie i komentujcie :D (proszę)

Nie piszę tylko po to żebyście mieli rozrywkę, piszę również po to aby wnieść coś w wasze życie. Po to, że gdy przeczytacie pomyślicie sobie  " Wow dziewczyna ma troche racji" spróbujcie przełożyć jakąkolwiek sytuację na swoje własne zycie. Możecie się zdziwić ile rzeczy zobaczycie. 
 
Kocham Was :*
Wasza Lexy :*