I need you here with me now
Blog o Niallu Horanie :*
30 stycznia 2014
09 stycznia 2014
Koniec pierwszej części
Hej Mordki
Jak wskazuję tytuł to jest koniec pierwszej części :)
Matko to aż 101 rozdziałów...Masakra :D Jak wam się chciało to czytać to nadal nie ogarniam :p
Ale mniejsza o to.
Chciałabym wam przedstawić statystyki :P
Więc tak
Liczba opublikowanych komentarzy :1093
Łączna liczba wyświetleń: 73 137
Jak dla mnie to na prawdę bardzo dużo i liczę, ze będzie tego jeszcze wiecej, ponieważ chciałabym napisać drugą część opowiadania :)
Mam juz pomysł i myślę, ze teraz każdą wolna chwilę będę poświęcała na złożenie mojego pomysłu w całość. Więc będę piła kawę litrami aby pogodzić napisanie tego i szkołę :P Mam nadzieję, ze nie opuścicie teraz mojego bloga, bo już niedługo zacznę znów coś wstawiać. Więc jak chcecie to w komentarzach podajcie mi swoje maile to będę wam pisać jak coś sie pojawi, co wy na to? :)
Pojawiła się też zakładka "Pytania do mnie" więc wiecie co robić :P
I zapraszam też was serdecznie na mojego nowego bloga, jest dopiero parę rozdziałów, ale wejdźcie i zobaczcie, może akurat przypadnie wam do gustu :D
To spodziewajcie sie kolejnej notki informacyjnej o tym jak mi idzie za parę dni :P
Kocham Was
Wasza Lexy :**
04 stycznia 2014
Rozdział 101
Idąc
korytarzem z powrotem pod salę Kasandry z każdym krokiem upewniałem
się, że podjąłem słuszną decyzję. Moje Malutkie Słoneczko
musi żyć przecież. Za mocno ją Kocham by móc pozwolić jej
odejść. Wiem, że moja rodzina i przyjaciele się na to nie zgodzą,
ale trudno. Nie powstrzymają mnie. Gdy tylko wzejdzie słońce
załatwię u mojego prawnika wszystkie ważne kwestie, zostawię
listy pożegnalne i oddam jej moje serce,które i tak już od dawna
należy do niej.
Gdy
wróciłem do chłopców ci pytali o rózne rzeczy, lecz ich słowa
nie docierały do mnie
-Obudziła
się?-zapytałem Liama przerywając jego monolog. Chłopak umilkł i
patrząc mi głeboko w oczy szepnął
-Czeka
na Ciebie
Stanąłem
przed drzwiami sali i wziąłem parę głębokich oddechów.
Prawdopodobnie widzę ją po raz ostatni w życiu.
Dziwne
uczucie.
Muszę
ją dobrze zapamiętać i powiedzieć jak bardzo ją Kocham.
Nacisnąłem
na klamkę i cicho wszedłem do sali zamykając za sobą drzwi.
Podszedłem do jej łóżka i siadając na jego skrawku szepnąłem
-Malutka...-dziewczyna
powoli otworzyła oczy i spojrzała na mnie
-Spokojnie
jestem przy Tobie, już będzie dobrze-dodałem głaszcząc ją po
głowie
-Czy
ja umrę Niall?-zapytała wystraszona
-Oczywiście,
ze nie Skarbie-zapewniłem ją-będziesz zyć jeszcze bardzo długo,
zobaczysz
-Ale
mówili, ze moje serce już nie wytrzymuje
-Ale
znalazł sie dawca...Wszystko już będzie dobrze
-I
będziesz cały czas przy mnie?
-Pewnie
że tak...Teraz posłuchaj mnie, bo mam ci coś ważnego do
powiedzenia. Cassie, w naszym życiu było wiele problemów i wiele
spraw ciągle się komplikowało, ale od momentu gdy ujrzałem cię
po raz pierwszy nic sie nie zmieniło. Cały czas patrzę na ciebie
tak samo i wzbudzasz we mnie ciągle ten sam zachwyt. Jesteś
wyjątkowa, cudowna, niesamowicie piękna i czuję, że za rzadko Ci
to mówiłem do tej pory. Wniosłaś do mojego życia wiele radości
i uśmiechu. Przy nikim nie byłem nigdy tak szczęśliwy jak jestem
przy Tobie. Już wiem, że miałem te fart i znalazłem miłość
mojego życia. Jesteś tą jedyną Cassie i już zawsze nią
będziesz. Kocham Cię-w oczach dziewczyny zamigotały łzy a na jej
usta wkradł się lekki uśmiech.
-Niall...ja
nie wiem co powiedzieć...to najcudowniejsza rzecz jaką kiedykolwiek
usłyszałam. Też Cię bardzo Kocham-moja dziewczyna mocno wtuliła
się we mnie. Oczywiście odwzajemniłem uścisk i zanurzyłem twarz
w jej pięknych włosach pachnących jabłkami. Zawsze pachniała
jabłkami...
-Niall?-zapytała w pewnym
momencie
-Tak Skarbie?-mruknąłem
odsuwając się od niej
-Mam do ciebie prośbę
-Jaką?
-Czy moglibyśmy zapomnieć
na chwilę o tym, że jestem chora i o tym gdzie jesteśmy. Chcę
poczuć się choć przez chwilę normalnie, więc czy mógłbyś mnie
pocałować...wiesz tak jak kiedyś to robiłeś?-zapytała nieśmiało
-Zrobię to z
przyjemnością-rzekłem i ujmując jej twarz w dłonie zrobiłem o
co prosiła
Trwaliśmy w tej cudownej
chwili, aż nie usłyszeliśmy pukania do drzwi. Oderwaliśmy się od
siebie i do pokoju wpadli chłopcy. Wszyscy patrzyli na mnie mokrymi
od łez oczami. Pewnie Paul już im powiedział.
-Niall, Paul czeka przed
salą. Chce z Tobą pogadać-mruknął Zayn patrząc na swoje buty
-Okey. Słoneczko, zaraz
do ciebie wrócę-zwróciłem się do Cass i po raz kolejny mocno ją
pocałowałem.
Paul czekał przed salą
ze zmarnowaną miną
-Nialler...widzę, że
naprawdę ją kochasz. Po tym na co się zdecydowałeś, ale też po
wszystkim co było wcześniej. Byłem głupi i nie dostrzegałem
tego. Przepraszam Cię i dziękuję, że się nią opiekowałeś. Tak
jak resztę, traktuję cię trochę jak syna i nie mogę pozwolić
żebyś poświęcił swoje życie. Masz masę fanów, którzy żyją
właśnie dzięki tobie. Do tego kochającą rodzinę. Wiem, że
zostało jej niewiele czasu, ale może uda mi się znaleźć dawcę.
Pieniądze na pewno w tym pomogą.
-Też próbowałem drogi
pieniędzy, lecz jest wiele osób czekających na nowe serce. Poza
tym już podjąłem decyzję. Zaraz wybieram się na spotkanie z
prawnikiem co do moich pieniędzy. Gdy wrócę nagramy filmik dla
fanów w którym się z nimi żegnam.-poklepałem go po ramieniu i
dodałem-wszystko będzie już dobrze.
Wróciłem do sali i
powiedziałem wszystkim, że muszę zobaczyć się ze starym znajomym
i pojechałem na spotkanie.
Już drugą godzinę
siedziałem i podpisywałem różne papierki. To strasznie nudne i
męczące. Już wiem czemu Paul na co dzień się tym zajmuję. W
wypadku mojej śmierci kazałem podzielić mój majątek na dwie
części. Jedna będzie dla Cassie a druga dla mojej rodziny.
Napisałem również do
każdej ważnej dla mnie osoby osobny list i włożyłem go do sejfu
wraz z moim testamentem i rożnymi dokumentami. Zamknąłem za sobą
drzwi wyjściowe i stałem znów na chodniku. Uniosłem głowę by
spojrzeć w niebo i zaciągając się świeżym powietrzem
pomyślałem, że już jestem gotowy by odejść z tego świata.
Wróciłem do szpitala i
pierwsze co zrobiłem to poszedłem porozmawiać z lekarzem
prowadzącym co do terminu operacji. Próbował mnie przekonywać do
zmiany decyzji, lecz nie dałem się. Jestem pewien słuszności
swojej decyzji.
Operacja odbędzie się za
dwa dni.
Czy się boję?
Trochę na pewno. Lecz
uspokaja mnie to, że robię to dla niej, że dzięki temu będzie
zyć.
Otrząsnąłem głowę z
myśli i udałem się piętro niżej na badania, które są potrzebne
do operacji. Po godzinie pobierania krwi i innych różnych zabiegach
byłem wolny. Założyłem na siebie bluzę, by nie było widać
śladów po igłach i wróciłem do sali Cassie. Stanąłem w
drzwiach i opierając się o futrynę zacząłem przyglądać się
temu co działo się w środku. Wszyscy świetnie się bawili; śmiali
się i żartowali. Przez chwilę poczułem się jak dawniej.
Zaczęły mi się
przypominać wszystkie wspaniałe chwile jakie przeżyliśmy wszyscy
razem...Matko jak ja bym chciał przeżyć to wszystko jeszcze raz
-O Niall, gdzie byłeś
tak długo?-z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej ukochanej
-A spotkanie trochę się
przeciągnęło, wybacz
-W porządku, chodź tu do
nas
Zająłem miejsce na łóżku
Cassie i mocno ja do siebie przytuliłem poddając się miłej
atmosferze i włączając się do rozmowy.
Właśnie w takim
nastroju minęły nam kolejne dwa dni. Chcieliśmy nacieszyć się
sobą nawzajem, więc nie odstępowaliśmy się na krok. Wszyscy
oprócz Cass wiedzieli co ze mną dalej będzie, lecz nie kazałem im
mówić o tym. Jakby się dowiedziała, że to ja jestem dawcą na
pewno nie zgodziła by się na operację. A do tego dopuścić nie
mogłem.
Jedyne co bardzo mnie
zdziwiło to zachowanie Paul'a. Wpadał tylko na chwilę w ciągu
dnia i ciągle gadał przez telefon. Wszyscy stwierdziliśmy, że
zajmuje się pracą przez stres. W sumie cały czas tak to wyglądało,
więc ignorowaliśmy go.
W końcu przyszedł ten
dzień. Dziś umrę. Jednak umrę z uśmiechem na ustach. Chłopcy
zostawili mnie samego z Cassie bym się pożegnał. Usiadłem
naprzeciwko niej i ujmując jej dłonie w swoje, oraz patrząc jej
głęboko w oczy zacząłem.
-Kocham Cię i dobrze o
tym wiesz. Wiesz też, że zrobię dla Ciebie wszystko co możliwe by
żyło ci się jak najlepiej. Staram się cały czas i myślę, że
robię dobrze. Pamiętaj, że podczas operacji będę cały czas przy
Tobie. Bo ja żyję w Tobie i to się nigdy nie zmieni, więc się
nie bój Maleńka
-Dziękuję za wszystko
Nialler. Też Cię Kocham i to bardzo-dziewczyna uśmiechnęła się
słodko i pocałowała mnie. Smak jej malinowych ust zapamiętam już
na zawsze.
Wyszedłem z sali i
stanąłem przed chłopakami
-Wiecie, ze jesteście dla
mnie jak bracia i was Kocham. Teraz będę czuwał nad wami, więc
nie martwcie się o mnie. Proszę was tylko o to byście dalej byli
One Direction, abyście dalej bawili się tak jak do tej pory i
żebyście zajęli się moja Cassie.
Harry nie wytrzymał.
Pierwsze łzy popłynęły z jego oczu i rzucił się na mnie mocno
mnie przy tym ściskając.
-Niall...bo my Cię tak
Kochamy..
-Wiem Harry ja was też, ale muszę to zrobić. Po prostu muszę.
-Wiem Harry ja was też, ale muszę to zrobić. Po prostu muszę.
Zrobiliśmy grupowego
misiaka. Ciężko było nam się rozstać, choć każdy z nas
wiedział, ze już pora na mnie.
-Panie Horan?-usłyszałem
za sobą. Obróciłem się i zobaczyłem pielęgniarkę. Wierzchem
dłoni otarłem łzy i przytulając każdego z moich przyjaciół po
kolei rzekłem
-Na mnie już czas, ale
pamiętajcie ja nie umieram, bo miłość jest nieśmiertelna. Teraz
będę żył w niej.
Obróciłem się i
zacząłem iść za pielęgniarką. Przebrałem się w szpitalną
piżamę i usiadłem na łóżku. Jakaś młoda pielęgniarka
podeszła do mnie ze strzykawką i zeszytem
-Przepraszam...czy mogła
bym prosić o autograf-zapytała nieśmiało
-Jasne-nabazgrałem swoje
imię i nazwisko w zeszycie i oddałem jej
-Dlaczego pan to robi.
Dlaczego pan oddaje swoje serce?-zapytała patrząc mi głęboko w
oczy
-Bo ją kocham. Ponad
wszystko i nie zasługuje na śmierć. Jest najwspanialszą osobą
jaką znam.
-Rozumiem-szepnęła
-A Ty pamiętaj być sobą
i dalej słuchać moich chłopaków-zaśmiałem się
-Na pewno będę.
Obiecuję-zapewniła
Wbiła mi igłę w ramię
i kazała się położyć.
Zacząłem odpływać.
Już wiedziałem, ze zaraz
nastąpi koniec i byłem na to gotów.
************************************
Hej Mordki :D
I jak?
Jesteście w szoku czy nie
za bardzo? Ktoś z was się wzruszył? ;p
Wiem, spodziewałyście
się, ze jednak go uratuję a tu takie coś. Zawiodłam was? Mam
nadzieję, ze nie... ;)
Pojawiła sie też zakładka pod tytułem "pytania do mnie" i możecie tam w postaci komentarzy zadawać mi pytania, chętnie na wszystkie odpowiem :) dzięki temu chciałaby sie z wami lepiej poznać :)
Ale ale, ma też lepszą
wiadomość. To jeszcze nie koniec. Chciałabym napisać kolejną
część i mam pytanie, czy chciałybyście dalej to czytać? :) oczywiście zbiorę myśli i będę was informować :)
Piszcie
Kocham
Wasza Lexy :**
28 grudnia 2013
BARDZO WAŻNE MORDKI
HEJ
Słuchajcie jest taka sprawa. Ja wiem że już długo nic nie dodaje, ale tu chodzi o to, że nie mam żadnej motywacji i ciężko mi pisać :)
Wybaczcie
Może zróbmy tak, ze pod tym postem dodają byle jaki komentarz (oczywiście będę wdzięczna jeśli będzie motywujący ;p)abym tylko wiedziała, ze serio chcecie czytać te moje wypociny ;p
Kocham was, ale chyba o tym zapomniałyście...
Błagam napiszcie mi cos od siebie, potrzebuję was, bo bez was ja jestem niczym:)
Kocham
Wasza Lexy
01 grudnia 2013
Rozdział 100
*Z perspektywy Harry'ego*
Ocknąłem się słysząc dziwne
pikanie. Otwarłem zaspane oczy i dotarło do mnie co tak pika.
Maszyna do którego była przypięta Cassie strasznie szalała.
Dziewczyna spała a jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
Wystraszony podniosłem się z miejsca i wybiegłem na korytarz w
poszukiwaniu kogoś kto się na tym zna
-Siostro!-krzyknąłem za pielęgniarką
gdy tylko ja ujrzałem-proszę szybko przyjść do pokoju 102 nie
wiem co się dzieje-krzyknąłem drżącym głosem
Popędziłem wraz z pielęgniarką do
pokoju przyjaciółki i zdenerwowany czekałem aż mi powie co się
dzieje
-Musi pn wyjść-zwróciła się do
mnie
-Ale co się dzieje? Co jej
jest-zapytałem wystraszony
-Nie ma teraz na to czasu, później
ktoś po pana przyjdzie na razie proszę czekać
Kobieta wyrzuciła mnie na korytarz w
totalnym szoku. Chwile stałem nie wiedząc co robić i myśleć, aż
w końcu wydobyłem z kieszeni telefon i wybrałem numer Niallera
-Co się stało?-zapytał od razu
-Nie wiem...Coś jej jest...ja...ona,
bo
-Zaraz tam będę-mruknął i się
rozłączył
Usiadłem na plastikowym krzesełku i
schowałem twarz w dłonie. Strasznie się balem o Nią. To moja
najlepsza przyjaciółka. Z nią zawsze mogę o wszystkim pogadać i
wiem, że zawsze zrozumie i mi pomoże. Na musi żyć. Niall sobie
bez niej nie poradzi. To ona daje mu siłę do życia. Ez niej już
nie będzie tego samego Niall'a.
-Harry!-z zamyślenia wyrwał mnie
krzyk. Podniosłem głowę i zobaczyłem że chłopaki biegną już w
moją stronę
-Co się stało?-zapytał Liam gdy już
był przy mnie
-Nie wiem nagle zaczęło coś pikać i
kazali mi wyjść...
-Nie powinienem jej tutaj
zostawiać-zaczął Horan
-Niall i tak byś nic nie
zrobił...-zignorował to co powiedziałem i rzekł odwracając głowę
-Trzeba zadzwonić do Paula. Proszę
zajmijcie się tym. Ja nie dam rady
-Jasne-szepnął Zayn i odszedł
przykładając słuchawkę do ucha
Przyjrzałem się przez chwilę
blondynowi. Starał się ukryć uczucia i być opanowanym, lecz w
jego oczach widziałem, ze jest przerażony
Czekaliśmy tak jeszcze ponad godzinę
i w tym czasie dojechał do nas Paul z żoną. Aż dziwne, że ta
kobieta się tutaj pojawiła, z tego co Cass nam mówiła nigdy nie
zależało jej na rodzinie. Zresztą sami zdążyliśmy się już o
tym doskonale przekonać.
Na szczęście w końcu z sali wyszedł
lekarz. Widząc go wszyscy wstaliśmy i z wyczekiwaniem czekaliśmy
co nam powie. On zmierzył wzrokiem wszystkich i odezwał się do
Paula
-Muszę z Państwem porozmawiać na
osobności o stanie Pacjentki
-Proszę mówić teraz. To też jest
jej rodzina-rzekł mężczyzna. Widziałem, ze matka Cassie jest
lekko oburzona tym iż tak nas nazwał ale nikt o to teraz nie dbał.
-No dobrze. Więc zauważyliśmy bardzo
szybko postępujące zmiany i sytuacja jest poważna
-Panie doktorze co jej jest?-zapytał
drżącym głosem Niall
-Ma poważną wade serca i bez operacji
nie przeżyje nawet tygodnia-wszyscy patrzyli na niego z szeroko
otwartymi oczami i nie byliśmy w stanie wypowiedzieć ani słowa.
Tylko Niall szybko się otrząsnął po usłyszeniu tej informacji,
lub w ogóle ona do niego nie dotarła
-Pieniądze nie grają tu żadnej roli,
proszę robić co trzeba zeby żyła-rzekł blondyn
-Chłopcze, ona potrzebuje nowego
serca, bo jej już nie daje rady. A to wcale nie jest takie proste.
Wiele osób czeka w tej kolejce i nawet pieniądze tutaj nie pomogą.
-To pozwoli pan jej tak po prostu
umrzeć?!-krzyknął chłopak mierząc mężczyznę w kitlu
nienawistnym spojrzeniem
-Robimy co możemy, lecz na razie
pozostaje nam czekanie. Pójdę teraz opisać przypadek pacjentki i
wpiszę ją na listę oczekujących. Nic więcej nie mogę
zrobić-odparł mężczyzna chłodno i odszedł
*Z perspektywy Niall'a*
Nic nie może zrobić?! Moja miłość
umiera a on nic nie może zrobić?! Kopnąłem wściekły w jedno z
białych plastikowych krzeseł.
-Niall uspokój się-szepnął Liam
kładąc mi rękę na ramieniu
-Mam się uspokoić? Moja dziewczyna
może umrzeć a ja mam być spokojny? Chyba kpisz! Co ty byś zrobił
gdyby to Dan była na jej miejscu, co?! Robił byś dokładnie to
samo! Więc nie pieprz mi teraz że mam być spokojny-wykrzyczałem i
rozejrzałem się po korytarzu. Paul właśnie rozmawiał przez
telefon, jego żona siedziała skulona na krześle, Lou i Harry
trwali w uścisku, Zayn właśnie próbował odpalić papierosa pod
znakiem o zakazie palenia, a Liam wpatrywał się we mnie z troską.
Nie umiałem być teraz już nawet wściekły. Rzuciłem się
przyjacielowi w ramiona i zacząłem płakać, Moja Cassie...Moja
Malutka...Ona może umrzeć. A bez niej mój swiat nie będzie
istnieć, ja bez niej będę niczym. Nie przeżyję nawet dnia bez
niej. Za bardzo ją kocham by pozwolić jej odejść na tamten świat.
Muszę coś zrobić, by moja Księżniczka żyła. Już chyba nawet
wiem co...
Odsunąłem się od Liama i ruszyłem
wzdłuż korytarza. Na moje usta wkradł się lekki uśmiech, gdyż
wpadłem na pomysł. Wbiegłem do windy i parokrotnie nacisnąłem
guzik z liczbą 2. Gdy w końcu znalazłem się na odpowiednim
piętrze odszukałem gabinet lekarza prowadzącego i wszedłem do
niego. Usiadłem na krześle naprzeciw doktora i patrząc mu w oczy
zapytałem
-Proszę mi powiedzieć szczerze, ona
nie ma szans na przeżycie prawda?
-Jeśli nie dostanie nowego serca to
nie. Jej jest za słabe.
-Wie pan, ze pieniądze są nie istotne
dla mnie, więc czy one mogą pomóc?
-Przesuną one ja w górę kolejki, ale
nawet to nie gwarantuje nam, ze wytrwa tyle.
-Obojętnie czyje to będzie serce
-Tak. Wystarczy by było ono sprawne
-Więc chcę oddać jej moje-rzekłem
pewnie patrząc mu w oczy
-Chłopcze zastanów się nad tym
dobrze, to poważna decyzja
-Już ja podjąłem. Ono i tak bije
tylko dla niej, więc teraz będzie biło w niej.
-Muszę porozmawiać z jej rodzicami
czy wyrażają zgodę. Zaraz ich tutaj zawołam.
Rodzice Kasandry patrzyli na mnie z
szeroko otwartymi oczami już jakieś 10 minut. Przełknąłem głośno
ślinę i czekałem na ich reakcję.
-Niall, ale ty nie możesz...
-Owszem, mogę-rzekłem stanowczo i
opuściłem gabinet.
Gdy tylko zatrzasnąłem za sobą drzwi
cała odwaga ze mnie uleciała i aż zachwiałem się. Wziąłem
głęboki oddech i ruszyłem wykonać dalszą część mojego
planu...
**********************************************************************************
Hej Mordki
Więc jest to przed ostatni rozdział i chyba trzeba zakończyć tą historię, bo bardzo mało osób komentuje. A to szkoda, bo mam pomysł na dalszą część :)
Więc jeśli czytacie i lubicie tego bloga, no i oczywiście chcecie zebym kontynuowała pisanie go to proszę napiszcie pod tym rozdziałem to. Serio będę wdzięczna, bo nie wiem czy ma sens żebym pisała skoro wam się nie chce komentować...a to przykre :) Proszę piszcie co myślicie rozdziale i o tym, że to chyba koniec :)
Kocham was
Wasza Lexy :**
03 listopada 2013
rozdział 99
Zostałam poddana masie przeróżnych badań i testów. Gdy lekarz obwieścił mi, że to już koniec byłam tak szczęśliwa, że miałam ochotę rzucić mu się na szyję. Oczywiście nie zrobiłam tego, tylko grzecznie poszłam do sali gdzie czekali już na mnie przyjaciele. Grzecznie położyłam się na niewygodnym szpitalnym łóżku i dałam się podłączyć do kroplówki. Mimo, że zawsze przerażały mnie igły. Ci Kochani Idioci dodali mi otuchy odwracali uwagę od krótkiego zabiegu.
-Ale naprawdę wracajcie na wakacje. Nic mi nie jest-zaczęłam po raz kolejny
-Cassie, gdy miałem złamane serce to byłaś przy mnie?-zapytał Harry
-No tak
-A gdy pokłóciłem się z Lou byłaś przy mnie?-kontynuował
-Tak
-A ja jak się pokłóciłem z Dani to też mi pomagałaś-dodał Li
-I jak zmarła mi babcia to byłaś
-Chłopaki co to ma znaczyć
-Przez to wszystko chcemy powiedzieć, że Ty zawsze przy nas byłaś, więc my teraz też będziemy przy Tobie-rzekł stanowczo Zayn
-I jeśli będziesz sie nas chciała pozbyć, niewiadomo jak mocno to my i tak będziemy tutaj.
-Właśnie. Któryś z nas ciągle będzie przy Tobie
-Jesteście wspaniali-wyszeptałam czując łzy pod powiekami. Wzruszyli mnie.
-Ej Mała tylko nam sie tutaj nie rozklejaj, co?-zaśmiał sie Tommo czochrając mi włosy
-Dobra dobra już nic nie mówię.
Naszą miłą pogawędkę przerwał lekarz. Stanął w drzwiach i odchrząknął. Gdy wszyscy spojrzelismy na niego zaczął:
-Chłopcy, wasza przyjaciółka musi teraz odpocząć. Miała dziś bardzo ciężki dzień, a tak sie składa, ze jest już środek nocy
-Ma Pan rację. Kasandra powinna odpocząć. Tylko mamy prośbę-zaczął dyplomatycznie Liam
-Słucham?
-Czy ktoś mógłby na noc z nią zostać? Bo tak jak pan już wspomniał to właśnie nasza przyjaciółka i bardzo się o nia martwimy
-Rozumiem. Niech ktoś w takim razie zostanie, tylko żeby był tutaj spokój. Panienka Heanson musi odpocząć. Jej stan zdrowia nie jest najlepszy-rzekł patrząc mi w oczy
-Oczywiście rozumiemy. Proszę nam dać chwilę, juz wychodzimy
-Dobrze
Lekarz wyszedł a chłopcy zaczęli rozważać najlepsze opcje tego kto ma zostać. Ich krzykom nie było końca, więc musiałm wkroczyć do akcji
-Li jedź do Danielle, Zayn do Perrie, Louis do El a Ty Niall marsz się przespać. Harry ze mną zostanie, bo wygląda najlepiej z was
-Dzieki Mała. Widzicie, jednak Tequila to zbawienny środek-zaśmiał sie wyganiając chłopaków
Gdy już zostaliśmy sami dokładnie przyjrzałam się chłopakowi. Był opalony i niesforne loki jak zwykle opadały mu na czoło. Wyglądał jak zwykle wspaniale, lecz coś w jego oczach się zmieniło
-Harry?
-Tak Cassie?
-Czy coś się stało?-zapytałam badawczo mu się przyglądając
-Co masz na myśli Cass?
-No nie wiem, wyglądasz świetnie, ale czuję, ze coś nie gra
-Nie, no co Ty wszystko w porządku
-Dobrze wiesz, że mnie nie oszukasz
-Matko, czy Ty musisz mieć rację?-zapytał ze śmiechem
-Muszę, więc gadaj
-Chodzi o to, że podoba mi się moje życie. Zresztą sama wiesz, że ono jest cudowne i nie zamienił bym go na żadne inne...ale..no właśnie ale na tych wakacjach nie tyle piłem i imprezowałem, co zacząłem przyglądać sie temu wszystkiemu z dystansu. Dostrzegłem rzeczy których wcześniej nie widziałem i zacząłem sie zastanawiać czy tak powinno być. Czy ja właśnie taki powinienem być...Boję sie, ze właśnie popełniam błąd i na starość będę żałował, ze byłęm taki. Chcę sie bawić jak do tej pory, ale chcę być kimś więcej i nie mówię tutaj o karierze. Chcę czuć się dobrym człowiekiem Cassie Nie chcę dłóżej być tym chłopakiem którego media uznają za rozpieszczonego gówniarza. Chcę w końcu przestać być kimś innym. Chcę nareszcie być sobą...Tylko właśnie nie umiem...
-Harry, popatrz ile zdobyłeś do tej pory. Na pewno potrafisz być sobą, muszisz tylko w to uwierzyć i się starać
-A co jeśli inni mnie takiego nie zaakceptują?-wyszeptał spuszczając głowę
-Ci którzy Cię Kochają zrozumeiją i będą cieszyć sie Twoim szczęściem. Zaufaj mi
-Ufam.
-To dobrze. Tęskniłam za Tobą-dodałam. Twarz chłopaka rozświetlił ogromny uśmiech
-Ja za Tobą też Mała. A teraz kładź sie spać. Musisz odpocząć
-Dobrze
-Cały czas tutaj będę. Dobranoc-pocałował mnie czule w czoło.
Teraz już mogłam iść spokojnie spać. Mój przyjaciel czuwa nade mną...
**********************************************************************************
Hej Mordki
Słowo ode mnie : Komentujcie, bo jak nie to to będzie już ostatni rozdział :)
Dziękuję Dobranoc :)
-Ale naprawdę wracajcie na wakacje. Nic mi nie jest-zaczęłam po raz kolejny
-Cassie, gdy miałem złamane serce to byłaś przy mnie?-zapytał Harry
-No tak
-A gdy pokłóciłem się z Lou byłaś przy mnie?-kontynuował
-Tak
-A ja jak się pokłóciłem z Dani to też mi pomagałaś-dodał Li
-I jak zmarła mi babcia to byłaś
-Chłopaki co to ma znaczyć
-Przez to wszystko chcemy powiedzieć, że Ty zawsze przy nas byłaś, więc my teraz też będziemy przy Tobie-rzekł stanowczo Zayn
-I jeśli będziesz sie nas chciała pozbyć, niewiadomo jak mocno to my i tak będziemy tutaj.
-Właśnie. Któryś z nas ciągle będzie przy Tobie
-Jesteście wspaniali-wyszeptałam czując łzy pod powiekami. Wzruszyli mnie.
-Ej Mała tylko nam sie tutaj nie rozklejaj, co?-zaśmiał sie Tommo czochrając mi włosy
-Dobra dobra już nic nie mówię.
Naszą miłą pogawędkę przerwał lekarz. Stanął w drzwiach i odchrząknął. Gdy wszyscy spojrzelismy na niego zaczął:
-Chłopcy, wasza przyjaciółka musi teraz odpocząć. Miała dziś bardzo ciężki dzień, a tak sie składa, ze jest już środek nocy
-Ma Pan rację. Kasandra powinna odpocząć. Tylko mamy prośbę-zaczął dyplomatycznie Liam
-Słucham?
-Czy ktoś mógłby na noc z nią zostać? Bo tak jak pan już wspomniał to właśnie nasza przyjaciółka i bardzo się o nia martwimy
-Rozumiem. Niech ktoś w takim razie zostanie, tylko żeby był tutaj spokój. Panienka Heanson musi odpocząć. Jej stan zdrowia nie jest najlepszy-rzekł patrząc mi w oczy
-Oczywiście rozumiemy. Proszę nam dać chwilę, juz wychodzimy
-Dobrze
Lekarz wyszedł a chłopcy zaczęli rozważać najlepsze opcje tego kto ma zostać. Ich krzykom nie było końca, więc musiałm wkroczyć do akcji
-Li jedź do Danielle, Zayn do Perrie, Louis do El a Ty Niall marsz się przespać. Harry ze mną zostanie, bo wygląda najlepiej z was
-Dzieki Mała. Widzicie, jednak Tequila to zbawienny środek-zaśmiał sie wyganiając chłopaków
Gdy już zostaliśmy sami dokładnie przyjrzałam się chłopakowi. Był opalony i niesforne loki jak zwykle opadały mu na czoło. Wyglądał jak zwykle wspaniale, lecz coś w jego oczach się zmieniło
-Harry?
-Tak Cassie?
-Czy coś się stało?-zapytałam badawczo mu się przyglądając
-Co masz na myśli Cass?
-No nie wiem, wyglądasz świetnie, ale czuję, ze coś nie gra
-Nie, no co Ty wszystko w porządku
-Dobrze wiesz, że mnie nie oszukasz
-Matko, czy Ty musisz mieć rację?-zapytał ze śmiechem
-Muszę, więc gadaj
-Chodzi o to, że podoba mi się moje życie. Zresztą sama wiesz, że ono jest cudowne i nie zamienił bym go na żadne inne...ale..no właśnie ale na tych wakacjach nie tyle piłem i imprezowałem, co zacząłem przyglądać sie temu wszystkiemu z dystansu. Dostrzegłem rzeczy których wcześniej nie widziałem i zacząłem sie zastanawiać czy tak powinno być. Czy ja właśnie taki powinienem być...Boję sie, ze właśnie popełniam błąd i na starość będę żałował, ze byłęm taki. Chcę sie bawić jak do tej pory, ale chcę być kimś więcej i nie mówię tutaj o karierze. Chcę czuć się dobrym człowiekiem Cassie Nie chcę dłóżej być tym chłopakiem którego media uznają za rozpieszczonego gówniarza. Chcę w końcu przestać być kimś innym. Chcę nareszcie być sobą...Tylko właśnie nie umiem...
-Harry, popatrz ile zdobyłeś do tej pory. Na pewno potrafisz być sobą, muszisz tylko w to uwierzyć i się starać
-A co jeśli inni mnie takiego nie zaakceptują?-wyszeptał spuszczając głowę
-Ci którzy Cię Kochają zrozumeiją i będą cieszyć sie Twoim szczęściem. Zaufaj mi
-Ufam.
-To dobrze. Tęskniłam za Tobą-dodałam. Twarz chłopaka rozświetlił ogromny uśmiech
-Ja za Tobą też Mała. A teraz kładź sie spać. Musisz odpocząć
-Dobrze
-Cały czas tutaj będę. Dobranoc-pocałował mnie czule w czoło.
Teraz już mogłam iść spokojnie spać. Mój przyjaciel czuwa nade mną...
**********************************************************************************
Hej Mordki
Słowo ode mnie : Komentujcie, bo jak nie to to będzie już ostatni rozdział :)
Dziękuję Dobranoc :)
28 października 2013
Rozdział 98
W szpitalu czekali na nas już moi rodzice. Widząc ich ścisnęłam
mocniej dłoń chłopaka. Odwzajemnił ten uścisk czym chciał dodać
mi otuchy. wiedziałam, że nie unikniemy konfrontacji z nimi, ale
byłam zmęczona mimo, że spałam. Nie chciałam z nikim teraz
rozmawiać. Jedyne czego potrzebowałam teraz to Nialler i łóżko.
Jednak nie było innego wyjścia i musieliśmy do nich podejść.
Matka od razu rzuciła mi się na szyję i szlochając zaczęła
przepraszać. Wyrwałam się szybko z jej uścisku i skryłam się w
ramionach blondyna. Nie chciałam na nich patrzeć, a ni ich słuchać.
Oboje mnie skrzywdzili i dobrze o tym wiedzieli.
-Niall?
-Tak Skarbie?
-Proszę zaprowadź mnie gdzieś żebym mogła się położyć
-Jak się czujesz Kotku?-zapytała z przejęciem mama-spojżałam na nią z ogromnym bólem w oczach. Nigdy jej to jakoś nie obchodziło i dopiero teraz, gdy może mi się coś stać, gdy może mnie strocić na zawsze zaczęła się martwić
-Nie udawaj, ze Cię to obchodzi i idź już-rzekłam ledwo powstrzymując łzy
-Ale...
-Przestań!-wykrzyknęłam-nie chcę Cię widzieć!-wszyscy obecni w szpitalnej recepcji umilkli i patrzyli w moją stronę. Jednak nie dbałam o to teraz
-Córeczko-zaczął tata gdy już trochę się uspokoiłam- chłopcy i ja niedługo znów wyjeżdżamy w trasę i jeśli Ci się nie poprawi mama zostanie z Tobą. Nie denerwuj się na Nią. Ona Ci pomoże-już chciałąm otworzyć usta by coś powiedzieć, lecz Irlandczyk mnie wyprzedził
-Paul doskonale wiesz, że nie zostawię Cassie. Choćby miało być to kosztem mojej kariery to nie zrobię tego.
-A co z zespołem
-Chłopcy i fani zrozumieją.-rzekł hardo patrząc mu w oczy, Byłam z niego niesamowicie dumna. Dumna, że postawił mu się i, że nie boi się
-Niall ja nie...
-Nie Paul. Koniec tej głupiej dyskusji. Znasz moje zdanie. Poza tym to nie czas i miejsce na takie rozmowy. Teraz znajdź lekarza i niech zajmą się Cassie.
Zaskoczył mnie. Po raz pierwszy było tak stanowczy. Mój nieśmiały chłopczyk wyrósł na wspaniałego mężczyznę-zaśmiałam się w duchu przypominając sobie słowa mamy Niallera.
-Masz rację-bąknął ojciec i ruszył w nieznanym mi kierunku. Zostaliśmy tylko z mamą. Co chwila zdenerwowana zerkała na zegarek
-No idź-mruknęłam do niej
-Słucham?
-Widzę, ze Ci się śpieszy, więc po prostu idź
-Oh córeczko dziękuję, ze mi pozwalasz-rzekła uśmiechając się z wymalowaną na twarzy ulgą
-Jasne nie ma sprawy, ale jeśli teraz wyjdziesz, to już tutaj nie wracaj. Już nigdy nie wracaj do mnie-wyszeptałam czując jak po moim policzku spływa duża błyszcząca łza. Kobieta patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczyma i po chwili odeszła. Właśnie pokazała na czym naprawdę jej zależy. Obróciłam się twarzą w stronę Niallera. Patrzył na mnie wzrokiem przepełnionym miłością i troską.
-Proszę Cię zostań dziś przy mnie. Zostań...-wyszeptałam
-Zostanę Skarbie-odrzekł równie cicho głaszcząc mój policzek-zostanę dziś i zostanę już na zawsze.
Mój Kochany Blondasek. Tak strasznie go kocham i wiem, ze tylko na niego mogę liczyć.
-Cassie!!-dobiegł mnie głośny krzyk z drugiego końca pomieszczenia. Oderwałam się od chłopaka by zobaczyć o co chodzi. W drzwiach stali chłopcy. Wszyscy byli zdyszani i czerwoni, lecz nawet to nie odbierało im uroku.
Zaczęli biec w moją stronę, a gdy już znaleźli się przy mnie mocno uściskali.
-Co wy tutaj robicie? przecież macie wakacje?-zapytałam gdy już się od nich oderwałam
-No Mała musimy być teraz przy Tobie-rzekł Lou
-Właśnie, w końcu jesteśmy rodziną-dodał Payne
-A rodzina się wspiera-dopowiedział Zayn
-Ej to nie fair, zabraliście mi wszystkie fajne teksty-oburzył sie Hazza
-Stary to nie nasza wina, ze masz taki a nie inny zapłon-zaśmiał sie Boo Bear
-Naprawdę chcesz się teraz kłócić-zapytał Styles ledwo powstrzymując śmiech
-No dawaj. dobrze wiesz, ze ja się niczego nie boję-rzekł bojowo i stanęli naprzeciw siebie mierząc się nawzajem wzrokiem mordercy. Zaśmiałam się i weszłam między nich obejmując oby w pasie
-Matko, nawet się nie domyślacie jak ja za wami tęskniłam wy moi Idioci
-My za Tobą też Mała. A Ty do tego nam chorujesz. Jak możesz co?-oburzył się Zayn. Po raz kolejny wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem
-Oj no przepraszam, tak jakoś szukałam jakiejś rozrywki
- Niall widzimy, ze się nie spisujesz- Styles pogroził mu palcem a ja trzepnęłam go za to w ramię-No co?
-No Tobie to wszystko z jednym się kojarzy
-No co aj na to poradzę? Poza Tym inni nie narzekają na to
-Tak Ci się tylko wydaję-wszyscy wybuchli śmiechem oprócz biednego Harryego
-No teraz to mnie uraziłaś...
-Oj Styles, byłam po prostu szczera-wzruszyłam ramionami i poczochrałam mu włosy
-Taką Cię znam i kocham-rzekł i cmoknął mnie w policzek.
-Kasandra?-podszedł do nas jakiś lekarz
-Tak
-Doktor Silver, proszę za mną na badania. A przyjaciele niech zostaną w poczekalni. Później się Panienka z nimi zobaczy.
Uśmiechnęłam się do nich blado i ruszyłam korytarzem za facetem w białym kitlu.
-Niall?
-Tak Skarbie?
-Proszę zaprowadź mnie gdzieś żebym mogła się położyć
-Jak się czujesz Kotku?-zapytała z przejęciem mama-spojżałam na nią z ogromnym bólem w oczach. Nigdy jej to jakoś nie obchodziło i dopiero teraz, gdy może mi się coś stać, gdy może mnie strocić na zawsze zaczęła się martwić
-Nie udawaj, ze Cię to obchodzi i idź już-rzekłam ledwo powstrzymując łzy
-Ale...
-Przestań!-wykrzyknęłam-nie chcę Cię widzieć!-wszyscy obecni w szpitalnej recepcji umilkli i patrzyli w moją stronę. Jednak nie dbałam o to teraz
-Córeczko-zaczął tata gdy już trochę się uspokoiłam- chłopcy i ja niedługo znów wyjeżdżamy w trasę i jeśli Ci się nie poprawi mama zostanie z Tobą. Nie denerwuj się na Nią. Ona Ci pomoże-już chciałąm otworzyć usta by coś powiedzieć, lecz Irlandczyk mnie wyprzedził
-Paul doskonale wiesz, że nie zostawię Cassie. Choćby miało być to kosztem mojej kariery to nie zrobię tego.
-A co z zespołem
-Chłopcy i fani zrozumieją.-rzekł hardo patrząc mu w oczy, Byłam z niego niesamowicie dumna. Dumna, że postawił mu się i, że nie boi się
-Niall ja nie...
-Nie Paul. Koniec tej głupiej dyskusji. Znasz moje zdanie. Poza tym to nie czas i miejsce na takie rozmowy. Teraz znajdź lekarza i niech zajmą się Cassie.
Zaskoczył mnie. Po raz pierwszy było tak stanowczy. Mój nieśmiały chłopczyk wyrósł na wspaniałego mężczyznę-zaśmiałam się w duchu przypominając sobie słowa mamy Niallera.
-Masz rację-bąknął ojciec i ruszył w nieznanym mi kierunku. Zostaliśmy tylko z mamą. Co chwila zdenerwowana zerkała na zegarek
-No idź-mruknęłam do niej
-Słucham?
-Widzę, ze Ci się śpieszy, więc po prostu idź
-Oh córeczko dziękuję, ze mi pozwalasz-rzekła uśmiechając się z wymalowaną na twarzy ulgą
-Jasne nie ma sprawy, ale jeśli teraz wyjdziesz, to już tutaj nie wracaj. Już nigdy nie wracaj do mnie-wyszeptałam czując jak po moim policzku spływa duża błyszcząca łza. Kobieta patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczyma i po chwili odeszła. Właśnie pokazała na czym naprawdę jej zależy. Obróciłam się twarzą w stronę Niallera. Patrzył na mnie wzrokiem przepełnionym miłością i troską.
-Proszę Cię zostań dziś przy mnie. Zostań...-wyszeptałam
-Zostanę Skarbie-odrzekł równie cicho głaszcząc mój policzek-zostanę dziś i zostanę już na zawsze.
Mój Kochany Blondasek. Tak strasznie go kocham i wiem, ze tylko na niego mogę liczyć.
-Cassie!!-dobiegł mnie głośny krzyk z drugiego końca pomieszczenia. Oderwałam się od chłopaka by zobaczyć o co chodzi. W drzwiach stali chłopcy. Wszyscy byli zdyszani i czerwoni, lecz nawet to nie odbierało im uroku.
Zaczęli biec w moją stronę, a gdy już znaleźli się przy mnie mocno uściskali.
-Co wy tutaj robicie? przecież macie wakacje?-zapytałam gdy już się od nich oderwałam
-No Mała musimy być teraz przy Tobie-rzekł Lou
-Właśnie, w końcu jesteśmy rodziną-dodał Payne
-A rodzina się wspiera-dopowiedział Zayn
-Ej to nie fair, zabraliście mi wszystkie fajne teksty-oburzył sie Hazza
-Stary to nie nasza wina, ze masz taki a nie inny zapłon-zaśmiał sie Boo Bear
-Naprawdę chcesz się teraz kłócić-zapytał Styles ledwo powstrzymując śmiech
-No dawaj. dobrze wiesz, ze ja się niczego nie boję-rzekł bojowo i stanęli naprzeciw siebie mierząc się nawzajem wzrokiem mordercy. Zaśmiałam się i weszłam między nich obejmując oby w pasie
-Matko, nawet się nie domyślacie jak ja za wami tęskniłam wy moi Idioci
-My za Tobą też Mała. A Ty do tego nam chorujesz. Jak możesz co?-oburzył się Zayn. Po raz kolejny wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem
-Oj no przepraszam, tak jakoś szukałam jakiejś rozrywki
- Niall widzimy, ze się nie spisujesz- Styles pogroził mu palcem a ja trzepnęłam go za to w ramię-No co?
-No Tobie to wszystko z jednym się kojarzy
-No co aj na to poradzę? Poza Tym inni nie narzekają na to
-Tak Ci się tylko wydaję-wszyscy wybuchli śmiechem oprócz biednego Harryego
-No teraz to mnie uraziłaś...
-Oj Styles, byłam po prostu szczera-wzruszyłam ramionami i poczochrałam mu włosy
-Taką Cię znam i kocham-rzekł i cmoknął mnie w policzek.
-Kasandra?-podszedł do nas jakiś lekarz
-Tak
-Doktor Silver, proszę za mną na badania. A przyjaciele niech zostaną w poczekalni. Później się Panienka z nimi zobaczy.
Uśmiechnęłam się do nich blado i ruszyłam korytarzem za facetem w białym kitlu.
05 października 2013
Rozdział 97
Przez kolejne parę godzin przez pokój w którym leżałam przewinęło się paru lekarzy i chyba z 10 pielęgniarek. Wszyscy traktowali mnie jak jakiś wyjątkowy przypadek.
Nialler siedział w kacie i rozmyślał. Widziałam, ze strasznie go to meczy i jest u ciężko. Jednak nie mogłam nic zrobić. Byłam tak samo bezradna jak on. Nie chciałam żeby cierpiał i się martwił, ale nie mogłam nic zrobić.
W końcu po długich rozmowach z lekarzami i po otrzymaniu wielu leków wzmacniających pozwolono mi opuścić to okropne miejsce. Ze szpitala pojechaliśmy od razu na lotnisko. Mój Ojciec jak zwykle już wszystko zaplanował za mnie. Kocham go, ale mam dość tego, że ciągle podejmuje decyzje za mnie.
-O czy tak myślisz?-zapytał Niall wyrywając mnie z zamyślenia
-Wiesz Niall, o wszystkim-odparłam uśmiechając sie do niego lekko
-Boisz się?
-Trochę...
-A czego najbardziej?
-Że Cię stracę-odparłam szczerze
-Ale Kochanie cokolwiek za choroba to jest, to będę z Tobą. Już zawsze. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu i zrobię wszystko aby było dobrze. Kocham Cię pamiętaj o tym.-zapewnił patrząc mi głęboko w oczy
-Wiem to, ale chodzi mi to, że umrę, że będzie to coś złego...Oh sama już nie wiem...
-Nie martw się na zapas. Razem sobie zawsze poradzimy. Pamiętasz co mówiłem parę godzin temu? Ty i Ja..
-...My zawsze będziemy górą. Cokolwiek się stanie...ty i ja-zacytowałam jego słowa i mocno wtuliłam się w tors Irlandczyka. Nie wiem jak on to robił, ale zawsze potrafił poprawić mi humor.
-Więc teraz się prześpij. Po tych wszystkich lekach musisz odpocząć.
-Ale ja wcale nie jestem zmęczona-zapewniłam uśmiechając się zadziornie. Chłopak pokręcił głową i wymruczał
-Nie drocz się ze mną, bo i tak nie wygrasz
-Jesteś pewien?
-Tak
-A może jednak?
-Skarbie...
-Oj no dobra idę już spać.
-Grzeczna dziewczynka.
-Jak zawsze-wymruczałam wtulając się w ciepłe ciało chłopaka
-Oczywiście. Dobranoc Kochanie-wyszeptał i pocałował mnie we włosy
Miałam wspaniały sen. Wydawał się być najwspanialszym życiem jakie mogło istnieć. Dlaczego? Bo byłam ta tylko ja i on. Tylko Ja i mój Mały Głupek. Bez rodziny, która co chwilę nas kontrolowała, bez szalonego świata show-biznesu, bez ludzi, którzy nas nienawidzą i życzą nam źle. Liczyliśmy sie tylko My. Nic innego nie miało dla nas znaczenia.
Tak bardzo nie mogę sie doczekać tego momentu w naszym życiu. Etapu w którym w końcu będziemy istnieć tylko i wyłącznie dla siebie nawzajem. Gdzie nic nie będzie stało nam na przeszkodzie...
Od takiego życia dzieli nas tylko czas. Wiem, że Kocha mnie a ja jego, więc wszystko powinno pójść dobrze. Musi pójść dobrze. Ten Kochany Idiota jest całym moim światem. Zrobię dla niego dosłownie wszystko.
To chyba miłość.
ta jedyna i prawdziwa Miłość...
Znalazłam ją i mimo wszystko nie mogę jej wypuścić. Bo ona daje tylko jedną szansę i już później nie wróci. Czasem trzeba przez nią trochę pocierpieć, lecz to cierpienie jest niczym w porównaniu do tego jak wiele szczęścia nam daje. Jak bardzo potrafi zmienić pogląd na wszystko co Nas otacza.
To uczucie gdy wiesz, ze kogoś po prostu Kochasz jest nie porównywalne z żadnym inny. Jest nawet lepsze od tego gdy kupisz nowe buty, czy zjesz pyszną czekoladę. Jest wyjątkowe...
Chcę je czuć już zawsze. I będę. Będę jeśli bedzie przy mnie ten wspaniały facet...
Obudził mnie mój chłopak Bez słowa spojrzałam na niego i czule pocałowałam. Tak chciałam okazać mu wdzięczność za to, ze jest. Pokazać jak bardzo go kocham. I jak wiele dla mnie znaczy.
Przez te parę dni na tej tropikalnej wyspie zpowrotem się do siebie zbliżyliśmy. Znów jest tak cudownie jak było wcześniej. Znów jest Idealnie.
Już teraz nie boję się niczego. nie boję się choroby, rodziców, fanek Niallera, mediów. Nic nie jest mi straszne, bo mam przy sobie osobę która mnie kocha i wiem, ze dam radę ze wszystkim przeciwnościami losu. Dam radę jeśli tylko będzie blisko...
**********************************************************************************
Cześć Mordki!
Po pierwsz Przepraszam!!! Ale chyba nie tęskniliście, bo nic nie piszecie ani nic... Jak już mega nudzi was ten mój blog to piszcie na dole. Serio cenię szczerość :)
Błagam komentujcie no!
Po drugie: Ten rozdział ma dla mnie znaczenie bardzo osobiste. Pewna osoba gdy Go przeczyta zrozumie co miałam na myśli. Zrozumie, ze naprawdę w to wieżę i mam nadzieję, że się uda.
Po trzecie: zapraszam na mojego nowego bloga
Nialler siedział w kacie i rozmyślał. Widziałam, ze strasznie go to meczy i jest u ciężko. Jednak nie mogłam nic zrobić. Byłam tak samo bezradna jak on. Nie chciałam żeby cierpiał i się martwił, ale nie mogłam nic zrobić.
W końcu po długich rozmowach z lekarzami i po otrzymaniu wielu leków wzmacniających pozwolono mi opuścić to okropne miejsce. Ze szpitala pojechaliśmy od razu na lotnisko. Mój Ojciec jak zwykle już wszystko zaplanował za mnie. Kocham go, ale mam dość tego, że ciągle podejmuje decyzje za mnie.
-O czy tak myślisz?-zapytał Niall wyrywając mnie z zamyślenia
-Wiesz Niall, o wszystkim-odparłam uśmiechając sie do niego lekko
-Boisz się?
-Trochę...
-A czego najbardziej?
-Że Cię stracę-odparłam szczerze
-Ale Kochanie cokolwiek za choroba to jest, to będę z Tobą. Już zawsze. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu i zrobię wszystko aby było dobrze. Kocham Cię pamiętaj o tym.-zapewnił patrząc mi głęboko w oczy
-Wiem to, ale chodzi mi to, że umrę, że będzie to coś złego...Oh sama już nie wiem...
-Nie martw się na zapas. Razem sobie zawsze poradzimy. Pamiętasz co mówiłem parę godzin temu? Ty i Ja..
-...My zawsze będziemy górą. Cokolwiek się stanie...ty i ja-zacytowałam jego słowa i mocno wtuliłam się w tors Irlandczyka. Nie wiem jak on to robił, ale zawsze potrafił poprawić mi humor.
-Więc teraz się prześpij. Po tych wszystkich lekach musisz odpocząć.
-Ale ja wcale nie jestem zmęczona-zapewniłam uśmiechając się zadziornie. Chłopak pokręcił głową i wymruczał
-Nie drocz się ze mną, bo i tak nie wygrasz
-Jesteś pewien?
-Tak
-A może jednak?
-Skarbie...
-Oj no dobra idę już spać.
-Grzeczna dziewczynka.
-Jak zawsze-wymruczałam wtulając się w ciepłe ciało chłopaka
-Oczywiście. Dobranoc Kochanie-wyszeptał i pocałował mnie we włosy
Miałam wspaniały sen. Wydawał się być najwspanialszym życiem jakie mogło istnieć. Dlaczego? Bo byłam ta tylko ja i on. Tylko Ja i mój Mały Głupek. Bez rodziny, która co chwilę nas kontrolowała, bez szalonego świata show-biznesu, bez ludzi, którzy nas nienawidzą i życzą nam źle. Liczyliśmy sie tylko My. Nic innego nie miało dla nas znaczenia.
Tak bardzo nie mogę sie doczekać tego momentu w naszym życiu. Etapu w którym w końcu będziemy istnieć tylko i wyłącznie dla siebie nawzajem. Gdzie nic nie będzie stało nam na przeszkodzie...
Od takiego życia dzieli nas tylko czas. Wiem, że Kocha mnie a ja jego, więc wszystko powinno pójść dobrze. Musi pójść dobrze. Ten Kochany Idiota jest całym moim światem. Zrobię dla niego dosłownie wszystko.
To chyba miłość.
ta jedyna i prawdziwa Miłość...
Znalazłam ją i mimo wszystko nie mogę jej wypuścić. Bo ona daje tylko jedną szansę i już później nie wróci. Czasem trzeba przez nią trochę pocierpieć, lecz to cierpienie jest niczym w porównaniu do tego jak wiele szczęścia nam daje. Jak bardzo potrafi zmienić pogląd na wszystko co Nas otacza.
To uczucie gdy wiesz, ze kogoś po prostu Kochasz jest nie porównywalne z żadnym inny. Jest nawet lepsze od tego gdy kupisz nowe buty, czy zjesz pyszną czekoladę. Jest wyjątkowe...
Chcę je czuć już zawsze. I będę. Będę jeśli bedzie przy mnie ten wspaniały facet...
Obudził mnie mój chłopak Bez słowa spojrzałam na niego i czule pocałowałam. Tak chciałam okazać mu wdzięczność za to, ze jest. Pokazać jak bardzo go kocham. I jak wiele dla mnie znaczy.
Przez te parę dni na tej tropikalnej wyspie zpowrotem się do siebie zbliżyliśmy. Znów jest tak cudownie jak było wcześniej. Znów jest Idealnie.
Już teraz nie boję się niczego. nie boję się choroby, rodziców, fanek Niallera, mediów. Nic nie jest mi straszne, bo mam przy sobie osobę która mnie kocha i wiem, ze dam radę ze wszystkim przeciwnościami losu. Dam radę jeśli tylko będzie blisko...
**********************************************************************************
Cześć Mordki!
Po pierwsz Przepraszam!!! Ale chyba nie tęskniliście, bo nic nie piszecie ani nic... Jak już mega nudzi was ten mój blog to piszcie na dole. Serio cenię szczerość :)
Błagam komentujcie no!
Po drugie: Ten rozdział ma dla mnie znaczenie bardzo osobiste. Pewna osoba gdy Go przeczyta zrozumie co miałam na myśli. Zrozumie, ze naprawdę w to wieżę i mam nadzieję, że się uda.
Po trzecie: zapraszam na mojego nowego bloga
dopiero prolog i pierwszy rozdział, ale mam nadzieję, ze przeczytacie i skomentujecie. Serio szczerze piszcie co myślicie, zależy mi na waszych opiniach :)
Po czwarte:...Jestem głodna...Więc ja idę coś zjeść a wy czytajcie i komentujcie :D (proszę)
Nie piszę tylko po to żebyście mieli rozrywkę, piszę również po to aby wnieść coś w wasze życie. Po to, że gdy przeczytacie pomyślicie sobie " Wow dziewczyna ma troche racji" spróbujcie przełożyć jakąkolwiek sytuację na swoje własne zycie. Możecie się zdziwić ile rzeczy zobaczycie.
Nie piszę tylko po to żebyście mieli rozrywkę, piszę również po to aby wnieść coś w wasze życie. Po to, że gdy przeczytacie pomyślicie sobie " Wow dziewczyna ma troche racji" spróbujcie przełożyć jakąkolwiek sytuację na swoje własne zycie. Możecie się zdziwić ile rzeczy zobaczycie.
Kocham Was :*
Wasza Lexy :*
26 września 2013
Przeczytajcie!
Cześć Mordki, tutaj Lexy :)
Piszę dziś do Was z ważną sprawą. Otóż założyłam nowego bloga i bardzo bym chciała abyście wpadli i przeczytali :)
Proszę skomentujcie też, bo nie wiem czy w ogóle ma sens dalsze pisanie tego :)
Tutaj macie linka :
http://we-almost-knew-what-love-was.blogspot.com/
A na tym blogu robię przerwę, bo nie mam jakoś weny :)
Buziaki Lexy :**
27 sierpnia 2013
Rozdział 96
-Niech mi pan powie co się dzieje-szepnąłem wpatrując się w lekarza. Jego ciemne oczy były skupione. Nie uciekał wzrokiem, tylko wpatrywał się w moje wystraszone tęczówki, jakby chciał dowiedzieć sie co teraz czuje. Mógłbym przysiądź, ze mu się udało.
-Proszę do niej wejść.. Już czuje się lepiej-rzekł i zostawił mnie samego odchodząc w głąb korytarza. Patrzyłem za nim, aż zniknął za zakrętem.
Podszedłem do białych drzwi i uchyliłem je zaglądając przy tym do środka. Gdy mój wzrok napotkał łóżko a na nim śnieżno białą pościel to otworzyłem drzwi na oścież i wszedłem do środka. Od razu odszukałem twarz mojej dziewczyny
-Cassie...-wyszeptałem gdy wreszcie spojrzałem w te śliczne oczy
-Cześć Nialler- odparła uśmiechając się lekko. Drogę od drzwi do jej łóżka pokonałem w sekundę. A jak już znalazłem się u jej boku ostrożnie, by nie po odłączać kabli do których była podłączona wziąłem ją w ramiona. Mocno wtuliłem twarz w jej pachnące włosy i wreszcie odetchnąłem z ulgą. Moja Malutka była tutaj przy mnie cała i nic złego jej się nie dzieje.
-Przepraszam Skarbie, to moja wina. Przepraszam. Już nigdy nie spuszczę Cię z oka...-zacząłem jej szeptać do ucha, lecz dziewczyna przerwała mi odsuwając mnie od siebie
-Niall uspokój się. Weź głęboki wdech i przestań gadać jakbyś się czymś struł-zachichotała cicho i kontynuowała-To nie Twoja wina. To w sumie niczyja wina. Stało się i już
-Masz rację. Ale powinienem o Ciebie bardziej dbać...
-Nie zaczynaj-zagroziła mi palcem i roześmiała sie perliście. Jej uroczy śmiech odbijał się echem od białych ścian pokoju, a ja byłem święcie przekonany, że mógłbym słuchać tego cudownego śmiechu juz do końca życia.
-Jak się czujesz?-zapytałem troskliwie odgarniając jej włosy z twarzy
-Już dobrze. Podczas badań byłam strasznie słaba, ale odpoczęłam i jest dobrze. Mogę wracać już do domu
-To dobrze, ale sądząc po minie lekarza tak szybko Cię nie wypuszczą...
-Muszą Niall. Przecież mamy wakacje. Nie mozemy spędzić ich w szpitalu
-Malutka, jeśli tak będzie lepiej dla Twojego zdrowia to tak je spędzimy. Własnie tutaj.
-Czemu Ty musisz być taki?-mruknęła wywracajac oczyma
-Bo Cie kocham-odparłem szczerząc sie jak głupi. Przez chwilę przygladałą mi się w ciszy uśmiechając sie delikatnie.
-Ja ciebie też Kochanie-nachyliłem się nad nią i już miałem złaczyć nasze usta, lecz przerwał Nam lekarz wchodzący do sali
-Witam Państwa. Nazywał się dr. Sillaw. Przejrzałem Pańskie wyniki badań.
- I co wiecie?-prawie krzyknąłem, bo strasznie przeciągał. Poprawił okulary, które miał na nosie i zajrzał do papierów trzymanych w ręce
-Panna Kasandra ma poważne stany zapalne, które mogą być wywołane różnymi czynnikami. Jedak niepokoją nas najbardziej zmiany w sercu. Niestety nie dane nam było prowadzenie dalszych badań, gdyż pan Heanson zadzwonił z prośbą o przeniesienie Panienki do Londyńskiego szpitala co też musimy uczynić.
-Czyli wyśle ja Pan chora do domu?! i pan nazywa Siebie lekarzem?!-wykrzyknął wściekły Niall
-Spokojnie-szepnęłam ujmując jego dłoń-wszystko przecież jest w porządku.
Tak na prawdę nie wierzyłam w swoje słowa. Byłam w tym momencie kompletnie spanikowana i nie wiedziałam co myśleć. Czy ten człowiek nie mówi całej prawdy i to coś poważnego, czy może wyolbrzymia problem i to faktycznie nic wielkiego. Myśli kłębiły mi się w głowie i co rusz pojawiały się kolejne okropne scenariusze tego co moze mi być. Przełknęłam głośno ślinę i ścisnęłam mocniej dłoń chłopaka
-Wszystko w porządku?-zapytał wystraszony
-Co?-zamrugałam parokrotnie oczami i nie wiedziałam co sie dzieje. W uszach mi szumiało,a obraz lekko sie zamazywał.
-Pani Kasandro proszę na mnie spojrzeć-wykonałam polecenie. Świecił mi w oczy małą latarką.
-Niech Pan przestanie juz dobrze-mruknęłam odpychając go.
Tak samo poczułam się dziś rano gdy straciłam przytomność. To chyba nie wróży najlepiej.
Poczułam ukłucie w prawą dłoń i aż pisnęłam z bulu. Spojrzałam na miejsce skad promieniował ból i okazało się, ze lekarz wstrzykuje mi coś. Po chwili opadłam zmęczona na miękką poduszkę. Czułam sie kompletnie wyssana z energii.
Moze umieram?
Niee w szpitalu by mnie chyba nie zabili.
Popatrzyłam na Niall'a i dostrzegłam na jego twarzy przerażenie. Ściskał moją dłoń, a z jego wystraszonych i pięknych oczu leciały łzy. Przełknęłam głośno ślinę i wyszeptałam
-Nie bój się, wszystko w porządku.
Sama tego nie wiedziałam przecież, ale starałam się nie myśleć o złych rzeczach. Z tego co widzę On już denerwował sie za nas oboje.
-Spokojnie, zaraz jej się polepszy-zapewnił lekarz.
Następne parę chwil spędziliśmy w całkowitej ciszy obserwując monitor na którym pokazany był rytm bicia mojego serca. Ch chwila cyferki się zmieniały, a z każdą ich zmaina czułam się troszkę lepiej.
-Może mi pani opisać jak się czuła?-zapytał spokojnie lekarz wyjmując długopis z kieszeni białego kitlu.
-Tak. Zaczęło mi strasznie szumieć w uszach. Czułam się taka otępiała i nie rozumiałam co się dzieje
-Mhm...-zamruczał notując coś na jednej z wielu kartek jakie ze sobą miał-coś jeszcze?
-nie chyba nie...Czy to cos poważnego?-zapytałam wystraszona
-Jak mówiłem, Pański Ojciec prosił o pani przeniesienie i nie możemy wykonać już żadnych badań, więc za wiele nie wiemy. Jednak to co podejrzewamy da się leczyć.
-Czyli co?-dopytywałam dalej
-Przykro mi, nie mogę juz nic powiedzieć. Niedługo przyjdzie pielęgniarka i zajmie sie Pani wypisem. Do widzenia
Zostaliśmy sami. Blondyn patrzył okno nie wypowiadając od dłuższego czasu ani słowa.
-Tak na prawdę nie ma się czego bać. Wszystko jest dobrze, prawda?-powiedziałam patrząc na niego wyczekująco
-Cassie...tak bardzo chciałbym przyznać Ci teraz rację, lecz za bardzo się boję by próbować oszukiwać siebie i Ciebie. Nie wiem. Nic nie wiem. Boję się. Lekarze nigdy nie mówią prawdy. Nic nie może Ci być, bo juz by zaczęli coś robić, a z drugiej strony moze dlatego odsyłają Cię do Londynu bo potem będzie juz a późno...Przepraszam Cię Malutka, ale na prawde nie wiem co sięd dzieje- po jego bladym policzku spłynęła duża łza i spuścił głowę.
-Ale Niall, nie możemy się załamywać. Sam mówiłeś, ze zawsze trzeba odnajdywać dobre strony obecnej sytuacji i myśleć pozytywnie. Więc teraz skorzystaj z własnej rady i powtórz razem ze mną. Wszystko będzie dobrze
-Wszystko będzie dobrze-wyszeptał ledwo dosłyszalnie
-Mmy siebie, a to już wystarczająco dużo szczęścia. Prawdziwa miłość zdarza się bardzo zadko, a my ja odnaleźliśmy Możemy być dumni
-To prawda-przyznał mi rację po raz pierwszy uśmiechając się lekko
-Więc nie bądź smutny. Razem damy sobie radę ze wszystkim
-Masz rację. Tylko Ty i ja. My zawsze będziemy górą. Cokolwiek się stanie...ty i ja-rzekł patrząc mi prosto w oczy
-Dokładnie....a teraz chodź tutaj do mnie-mruknęłam robiąc u miejsce na tym niewygodnym szpitalnym łóżku. Wślizgnął sie pod kołdrę obok mnie i otoczył mnie ramieniem. Mocno wtuliłam się w niego i dopiero teraz zaczęłam wierzyć we wszystkie słowa jakie przed chwila wypowiedziałam...
Zaczęłam wierzyć, ze wszystko znów będzie tak łatwe jak na początku. Musi takie być....Kiedyś w końcu musi być dobrze...
****************************************************************************************
No cześć :D
Dawno mnie nie było:p Tęskniliście?
Ja bardzo, ale kompletnie nie miałam weny. Ten rozdział pisałam wczorajszej nocy zraz po przeczytaniu nowego rozdziału Mojej Kamci :D i zapraszam was oczywiście na jej bloga (http://tw-fanmily.blogspot.com/)
Więc bardzo Was proszę Mordki Moje komentujcie, to rozdziały będą pojawiać się szybciej. Jak widzę Wasze miłe słowa to o wiele łatwiej mi sie pisze. Więc prosze :)
Kocham Was wszystkich i tak :D
Wasza Lexy :*
-Proszę do niej wejść.. Już czuje się lepiej-rzekł i zostawił mnie samego odchodząc w głąb korytarza. Patrzyłem za nim, aż zniknął za zakrętem.
Podszedłem do białych drzwi i uchyliłem je zaglądając przy tym do środka. Gdy mój wzrok napotkał łóżko a na nim śnieżno białą pościel to otworzyłem drzwi na oścież i wszedłem do środka. Od razu odszukałem twarz mojej dziewczyny
-Cassie...-wyszeptałem gdy wreszcie spojrzałem w te śliczne oczy
-Cześć Nialler- odparła uśmiechając się lekko. Drogę od drzwi do jej łóżka pokonałem w sekundę. A jak już znalazłem się u jej boku ostrożnie, by nie po odłączać kabli do których była podłączona wziąłem ją w ramiona. Mocno wtuliłem twarz w jej pachnące włosy i wreszcie odetchnąłem z ulgą. Moja Malutka była tutaj przy mnie cała i nic złego jej się nie dzieje.
-Przepraszam Skarbie, to moja wina. Przepraszam. Już nigdy nie spuszczę Cię z oka...-zacząłem jej szeptać do ucha, lecz dziewczyna przerwała mi odsuwając mnie od siebie
-Niall uspokój się. Weź głęboki wdech i przestań gadać jakbyś się czymś struł-zachichotała cicho i kontynuowała-To nie Twoja wina. To w sumie niczyja wina. Stało się i już
-Masz rację. Ale powinienem o Ciebie bardziej dbać...
-Nie zaczynaj-zagroziła mi palcem i roześmiała sie perliście. Jej uroczy śmiech odbijał się echem od białych ścian pokoju, a ja byłem święcie przekonany, że mógłbym słuchać tego cudownego śmiechu juz do końca życia.
-Jak się czujesz?-zapytałem troskliwie odgarniając jej włosy z twarzy
-Już dobrze. Podczas badań byłam strasznie słaba, ale odpoczęłam i jest dobrze. Mogę wracać już do domu
-To dobrze, ale sądząc po minie lekarza tak szybko Cię nie wypuszczą...
-Muszą Niall. Przecież mamy wakacje. Nie mozemy spędzić ich w szpitalu
-Malutka, jeśli tak będzie lepiej dla Twojego zdrowia to tak je spędzimy. Własnie tutaj.
-Czemu Ty musisz być taki?-mruknęła wywracajac oczyma
-Bo Cie kocham-odparłem szczerząc sie jak głupi. Przez chwilę przygladałą mi się w ciszy uśmiechając sie delikatnie.
-Ja ciebie też Kochanie-nachyliłem się nad nią i już miałem złaczyć nasze usta, lecz przerwał Nam lekarz wchodzący do sali
-Witam Państwa. Nazywał się dr. Sillaw. Przejrzałem Pańskie wyniki badań.
- I co wiecie?-prawie krzyknąłem, bo strasznie przeciągał. Poprawił okulary, które miał na nosie i zajrzał do papierów trzymanych w ręce
-Panna Kasandra ma poważne stany zapalne, które mogą być wywołane różnymi czynnikami. Jedak niepokoją nas najbardziej zmiany w sercu. Niestety nie dane nam było prowadzenie dalszych badań, gdyż pan Heanson zadzwonił z prośbą o przeniesienie Panienki do Londyńskiego szpitala co też musimy uczynić.
* Z perspektywy Cassie*
-Czyli wyśle ja Pan chora do domu?! i pan nazywa Siebie lekarzem?!-wykrzyknął wściekły Niall
-Spokojnie-szepnęłam ujmując jego dłoń-wszystko przecież jest w porządku.
Tak na prawdę nie wierzyłam w swoje słowa. Byłam w tym momencie kompletnie spanikowana i nie wiedziałam co myśleć. Czy ten człowiek nie mówi całej prawdy i to coś poważnego, czy może wyolbrzymia problem i to faktycznie nic wielkiego. Myśli kłębiły mi się w głowie i co rusz pojawiały się kolejne okropne scenariusze tego co moze mi być. Przełknęłam głośno ślinę i ścisnęłam mocniej dłoń chłopaka
-Wszystko w porządku?-zapytał wystraszony
-Co?-zamrugałam parokrotnie oczami i nie wiedziałam co sie dzieje. W uszach mi szumiało,a obraz lekko sie zamazywał.
-Pani Kasandro proszę na mnie spojrzeć-wykonałam polecenie. Świecił mi w oczy małą latarką.
-Niech Pan przestanie juz dobrze-mruknęłam odpychając go.
Tak samo poczułam się dziś rano gdy straciłam przytomność. To chyba nie wróży najlepiej.
Poczułam ukłucie w prawą dłoń i aż pisnęłam z bulu. Spojrzałam na miejsce skad promieniował ból i okazało się, ze lekarz wstrzykuje mi coś. Po chwili opadłam zmęczona na miękką poduszkę. Czułam sie kompletnie wyssana z energii.
Moze umieram?
Niee w szpitalu by mnie chyba nie zabili.
Popatrzyłam na Niall'a i dostrzegłam na jego twarzy przerażenie. Ściskał moją dłoń, a z jego wystraszonych i pięknych oczu leciały łzy. Przełknęłam głośno ślinę i wyszeptałam
-Nie bój się, wszystko w porządku.
Sama tego nie wiedziałam przecież, ale starałam się nie myśleć o złych rzeczach. Z tego co widzę On już denerwował sie za nas oboje.
-Spokojnie, zaraz jej się polepszy-zapewnił lekarz.
Następne parę chwil spędziliśmy w całkowitej ciszy obserwując monitor na którym pokazany był rytm bicia mojego serca. Ch chwila cyferki się zmieniały, a z każdą ich zmaina czułam się troszkę lepiej.
-Może mi pani opisać jak się czuła?-zapytał spokojnie lekarz wyjmując długopis z kieszeni białego kitlu.
-Tak. Zaczęło mi strasznie szumieć w uszach. Czułam się taka otępiała i nie rozumiałam co się dzieje
-Mhm...-zamruczał notując coś na jednej z wielu kartek jakie ze sobą miał-coś jeszcze?
-nie chyba nie...Czy to cos poważnego?-zapytałam wystraszona
-Jak mówiłem, Pański Ojciec prosił o pani przeniesienie i nie możemy wykonać już żadnych badań, więc za wiele nie wiemy. Jednak to co podejrzewamy da się leczyć.
-Czyli co?-dopytywałam dalej
-Przykro mi, nie mogę juz nic powiedzieć. Niedługo przyjdzie pielęgniarka i zajmie sie Pani wypisem. Do widzenia
Zostaliśmy sami. Blondyn patrzył okno nie wypowiadając od dłuższego czasu ani słowa.
-Tak na prawdę nie ma się czego bać. Wszystko jest dobrze, prawda?-powiedziałam patrząc na niego wyczekująco
-Cassie...tak bardzo chciałbym przyznać Ci teraz rację, lecz za bardzo się boję by próbować oszukiwać siebie i Ciebie. Nie wiem. Nic nie wiem. Boję się. Lekarze nigdy nie mówią prawdy. Nic nie może Ci być, bo juz by zaczęli coś robić, a z drugiej strony moze dlatego odsyłają Cię do Londynu bo potem będzie juz a późno...Przepraszam Cię Malutka, ale na prawde nie wiem co sięd dzieje- po jego bladym policzku spłynęła duża łza i spuścił głowę.
-Ale Niall, nie możemy się załamywać. Sam mówiłeś, ze zawsze trzeba odnajdywać dobre strony obecnej sytuacji i myśleć pozytywnie. Więc teraz skorzystaj z własnej rady i powtórz razem ze mną. Wszystko będzie dobrze
-Wszystko będzie dobrze-wyszeptał ledwo dosłyszalnie
-Mmy siebie, a to już wystarczająco dużo szczęścia. Prawdziwa miłość zdarza się bardzo zadko, a my ja odnaleźliśmy Możemy być dumni
-To prawda-przyznał mi rację po raz pierwszy uśmiechając się lekko
-Więc nie bądź smutny. Razem damy sobie radę ze wszystkim
-Masz rację. Tylko Ty i ja. My zawsze będziemy górą. Cokolwiek się stanie...ty i ja-rzekł patrząc mi prosto w oczy
-Dokładnie....a teraz chodź tutaj do mnie-mruknęłam robiąc u miejsce na tym niewygodnym szpitalnym łóżku. Wślizgnął sie pod kołdrę obok mnie i otoczył mnie ramieniem. Mocno wtuliłam się w niego i dopiero teraz zaczęłam wierzyć we wszystkie słowa jakie przed chwila wypowiedziałam...
Zaczęłam wierzyć, ze wszystko znów będzie tak łatwe jak na początku. Musi takie być....Kiedyś w końcu musi być dobrze...
****************************************************************************************
No cześć :D
Dawno mnie nie było:p Tęskniliście?
Ja bardzo, ale kompletnie nie miałam weny. Ten rozdział pisałam wczorajszej nocy zraz po przeczytaniu nowego rozdziału Mojej Kamci :D i zapraszam was oczywiście na jej bloga (http://tw-fanmily.blogspot.com/)
Więc bardzo Was proszę Mordki Moje komentujcie, to rozdziały będą pojawiać się szybciej. Jak widzę Wasze miłe słowa to o wiele łatwiej mi sie pisze. Więc prosze :)
Kocham Was wszystkich i tak :D
Wasza Lexy :*
08 sierpnia 2013
Rozdział 95
*Z perspektywy Niall'a *
Obudziłem się gdy już świtało.Zapowiada się kolejny piękny dzień. Wczoraj tak naprawdę nie robiliśmy nic szczególnego, ale wspaniale się bawiłem. Cassie miała rację; musieliśmy znów spędzić trochę czasu tylko we dwoje by poczuć to co dawniej. Dzięki tej krótkiej przerwy na nowo zacząłem dostrzegać wszystkie jej cechy i odkryłem też jak bardzo mi jej brakowała, a wcześniej wcale nie zdawałem sobie z tego sprawy...
Znów miejsce obok mnie było puste. No tak Cassie zawsze była rannym ptaszkiem. Uśmiechnąłem się pod nosem na myśl o mojej wspaniałej dziewczynie. Przecciągnąłem się leniwie i ruszyłem do kuchni by zacząć przygotowywać śniadanie. Pokonałem szybko pokój i gdy ledwo co przekroczyłem próg kuchni oniemiałem. Kasandra leżała nieruchomo na drewnianej podłodze. Gdy otrząsnąłem się z szoku podbiegłem do niej. Jej głowę ułożyłem sobie na kolanach i zacząłem lekko nią potrząsać
-Cassie! Kasandra obudź się!!-krzyczałem i krzyczałem, lecz to na nic.
Sięgnąłem po telefon z blatu i wybrałem numer ratunkowy. Mój głos tak drżał, ze nawet nie wiem czy kobieta zrozumiała co mówię.
Czekając na karetkę minuty dłużyły się niesamowicie. Nie mogłem powstrzymać drżenia rąk. Ciągle mówiłem do niej i starałem się nie denerwować jeszcze bardziej. Oddychała. Widziałem jak delikatnie unosi się i opada jej klatka piersiowa. Jednak nie było to normalne.
-Ktoś wzywał karetkę?-usłyszałem gruby męski głos w drzwiach
-Tutaj!-wykrzyknąłem ze ściśnietym gardłem
-Ile jest nieprzytomna-zapytał ciemnoskóry mężczyzna klękając przy nas
-J-ja nie wiem. Dopiero się obudziłem, a ona już tutaj leżała
-Czy choruje na coś?
-nie wiem. Nie. Chyba nie.-jezyk mi się plątał a serce waliło jak szalone
-Chłopaki zabieramy ja. Szybko!-krzyknął do swoich współpracowników. Jeden z nich odsunął mnie i umieścili ciało mojej drobnej blondynki na noszach.
-Czy ja też mogę jechać?-zapytałem ze łzami w oczach patrząc jak wynosza ją z domu
-Jest pan kimś z rodziny
-Nie. jestem jej chłopakiem, ale nie ma tutaj nikogo bliskiego.
-Dobrze. Proszę wsiadać.
Zająłem miejsce obok nieprzytomnej dziewczyny i ująłem jej dłoń. Wyglądała jakby spała. Taka niewinna. Bezbronna...Miałem ja chronić przed wszystkim
Spieprzyłem sprawę.
Chciałem zacząć się modlić, lecz w ostatniej chwili powstrzymałem się. Przecież ona nie wieży. Nie chciałaby żebym to robił teraz.
ratownicy podłączayli do niej jakieś kabelki i urządzenia. Na małym monitorze pojawiły się jakieś liczby, lecz nic z tego nie rozumiałem.
Cała droga do szpitala minęła mi strasznie szybko. Miałem mętlik w głowie i nie potrafiłem utworzyć nawet sensownego zdania.
Ratownicy kazali mi zostać na korytarzu, a sami zabrali moją Księżniczkę do jakiejś sali. Byłe w totalnym szoku i nie wiedziałem co robić. Postanowiłem dać znać Paulowi co się dzieje. Wydobyłem telefon z kieszeni i drżącymi palcami wybrałem numer mężczyzny
-Halo?-odebrał spokojnie
-Paul. Cassie jest w szpitalu. Ona...ona...
-Niall do cholery mów co się dzieje!-wykrzyknął przestraszony
-Kasandra straciła przytomność i zabrali ja do szpitala. Teraz czekam, ale nikt mi nic nie mówi-wyrzuciłem z siebie na jednym wdechu. Po drugiej stronie przez chwilę trwała cisza.
-Wyślij mi dokładny adres. Przylecę jak najszybciej się da
-Paul może wstrzymaj się trochę. Podczas waszej ostatniej rozmowy powiedziała, że nie chce Cię znać, więc jeśli to nic poważnego to nie ma potrzeby byś tutaj by-nie wiedziałem, ze jestem w stanie powiedzieć coś tak madrego. A jednak. Mężczyzna przez chwilę się zawahał i po chwili rzekł
.-Dobrze. Masz rację. Ale gdy tylko się czegoś dowiesz to dzwoń.
-Jasne-rzuciłem i rozłączyłem się. Przez chwilę zastanawiałem się czy dzwonić też do chłopaków, ale w końcu zdecydowałem, ze nie będę tego robił. Dopóki nie wiem co się dzieje nie będę ich martwił.
Minuty oczekiwania przeciągnęły się w godziny. Z niecierpliwością śledziłem zegar ścienny wiszący na przeciw mnie. Wskazówki poruszały się bardzo powoli. Nie mogłem znieść już tego czekania. Niewiedza sprawiała, ze po prostu wariowałem ze strachu, i przychodziły mi na myśl tylko najgorsze scenariusze tego co się dzieje teraz za tymi białymi drzwiami.
Poszedłem już chyba po dziesiątą kawę z automatu dzisiaj. Robiłem to, bo musiałem zająć czymś myśli. Wróciłem na poprzednie miejsce bawiąc się przy tym plastikowym kubkiem.
W końcu jakiś lekarz wyszedł z sali. Zmierzył mnie wzrokiem i podszedł. Od razu poderwałem się zmiejsca.
-Pan jest z Kasandrą Henson?
-Tak. Co z nią? wszystko w porządku? Obudziła sie już?-zasypałem go masą pytań
-Pani Henson się już wybudziła. Przepraszam, ze musiał Pan czekać tak długo na jakiekolwiek wieści, lecz musieliśmy zrobić wszystkie badania gdy odzyskała przytomność
-I co wskazały wyniki?-zapytałem nerwowo się w niego wpatrując
Mężczyzna spoważniał i milczał...
************************************************************************************
Cześć Mordki!
Tak wiem, jestem okropna kończyc w takim momencie :D
Ale i tak mnie kochacie prawda? ;d
Już połowa wakacji za nami. Dlaczego one są takie krótkie?! Niedługo znów szkoła...
Ale na razie jeszcze mozemy sie relaksować :P Więc korzystajmy z wakacji póki trwają!!
Liczę, ze wam sie spodoba i, ze skomentujecie
No błagam was komentujcie!!!
Kocham Was i tak :P
Wasza Lexy :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)